• Katarzyna Stachowicz

Z perspektywy parapetu

Aktualizacja: mar 18

Pierwsze skojarzenie? Pocztówka z widokiem Paryża: zamyślony kamienny maszkaron patrzy na miasto u stóp Notre-Dame. To też jedno z pierwszych zdjęć, jakie wyskakują po wpisaniu hasła „gotycki gargulec” do wyszukiwarki. Najzabawniejsze jest to, że stwór z pocztówki ani nie jest gargulcem, ani nie jest gotycki.


Gargulce mają do spełnienia taką samą pracę jak rynny, a ponury stwór z katedry pełni funkcję czysto dekoracyjną. Historycy sztuki nadali by mu więc raczej miano groteski. Natomiast architekci Eugène Viollet-le-Duc i Jean-Baptiste-Antoine Lassus, odpowiedzialni za renowację Notre-Dame, nazwali kamienne posągi chimerami, nie dbając zbytnio o wierność klasycznemu kanonowi. W greckiej mitologii chimera to stworzenie o głowie lwa, ciele kozy i smoczym ogonie. Chimery z Notre-Dame zmieściłyby się zatem w normach równie łatwo, jak zbyt proste banany w standardach Unii Europejskiej. Siedzący na galerii stwór jest też stosunkowo młody: ma zaledwie niecałe dwieście lat. Ale być może wcale by go nie było, gdyby nie powieść Victora Hugo.


Pierwszy tytuł to „Katedra Najświętszej Marii Panny w Paryżu”, ale czytelnicy znają tę opowieść także pod tytułem „Dzwonnik z Notre-Dame”. Jak zwał tak zwał - przebijanie się przez dziesiątki stron gęstego tekstu pamiętam z wczesnej młodości jako koszmar. Najgorzej wspominam sążniste opisy miasta i architektonicznych detali. Na mojej liście były na równi z opisami przyrody w „Nad Niemnem”. Wróciłam do tej książki niedawno, przy okazji robiąc odkrycie, jak wielką krzywdę robi jej … wycięcie opisów. Przypadkiem kupiłam bowiem najpierw wersję dla leniwych uczniów, okrojoną o dwie trzecie, zredukowaną prawie do samych dialogów. To dopiero jest koszmar! Druga próba, z innym wydaniem i pełnym tekstem, w dodatku naszpikowanym archaizmami, okazała się bardzo ciekawa. Do specyficznego języka musiałam się przyzwyczaić, ale odkryłam, że po latach lepiej znoszę potoki elokwencji Victora Hugo. Zwłaszcza, że opisy katedry to w gruncie rzeczy poruszająca petycja pisarza na rzecz ratowania cennego zabytku.


Najsłynniejsza powieść o Notre-Dame została wydana w roku 1831. W tamtych czasach katedra od dziesięcioleci popadała w ruinę, a Hugo - jako uwielbiany przez współczesnych pisarz i poeta - poczuł, że musi zabrać głos w jej obronie. Dziś trudno uwierzyć, że Notre-Dame wymagała kiedyś akcji ratunkowej, bo ludzie o niej zapomnieli! Zwłaszcza tym wszystkim, którzy w kwietniowy wieczór przykuci do ekranów na całym świecie bezsilnie patrzyli na wielki pożar. W XIX wieku katedrę w jakimś sensie uratował Victor Hugo, a swój udział w tym miały gargulce.


Katedra Notre-Dame, zdj. pixajopari Norte-Dame, Pixabay

Tytuły powieści odwołują się do katedry Najświętszej Marii Panny i do mieszkającego w niej szpetnego dzwonnika. Jego nienachalna uroda budzi skojarzenia z maszkaronem, a kiedy Quasimodo zręcznie wspina się po fasadzie katedry, wygląda jak jeden ze zdobiących ją stworów, Dzwonnik z Notre-Dame nie słyszy, prawie nie widzi i prawie nie mówi. Nie kontaktuje się z zewnętrznym światem, pełniąc rolę obserwatora wydarzeń. Równie dobrze mógłby być jednym z dziwacznych posągów, wśród których mieszka. Victor Hugo akcję powieści umieścił w piętnastym wieku. I tak sugestywnie opisał czasy świetności katedry, że udało mu się zwrócić uwagę czytelników na konieczność podjęcia działania, by wspaniały zabytek nie przepadł na zawsze.


Gargulec, katedra w Kolonii
Katedra w Kolonii

Kiedy Hugo pisał swoją powieść, większość gargulców z Notre-Dame była już od dawna usunięta. Nie tylko dlatego, że przeżarte przez wiatr i deszcz groziły śmiercią przechodniom, ale także dlatego, że przestały odpowiadać klasycznym gustom. Rehabilitacji doczekały się w połowie XIX wieku. Dobrą robotę zrobił Hugo - było mu o tyle łatwiej, że epoka romantyzmu przywróciła modę na to, co gotyckie. Prowadzący w latach 40-tych XIX wieku renowację katedry Eugène Viollet-le-Duc i Jean Baptiste-Antoine Lassus nie tylko odnowili zniszczone gargulce i chimery, ale także dodali 56 nowych, wśród których znalazł się nasz znajomy z pocztówki. Inspiracji szukali w katedrach w Laon i Troyes, ale także w ilustracjach do powieści Hugo.


Ratowanie budynków gargulce mają poniekąd w genach. Ich zadaniem było usuwanie deszczówki jak najdalej od murów budowli, by woda nie niszczyła drewnianych i kamiennych elementów konstrukcyjnych. To, że na niektórych budowlach jest ich tak wiele, nie wynika z twórczego szału architektów: im więcej gargulców, tym łatwiej było skanalizować wodę z ulewnych deszczy.


Myśląc o gargulcach, kojarzymy je przede wszystkim ze średniowiecznymi katedrami. Ale są o wiele starsze. W Egipcie miały zwykle kształt głowy lwa, podobnie u Etrusków, Greków i Rzymian. Obecność rynien w Egipcie wzbudziła moją czujność, bo nie jest to kraj słynący z rzęsistych opadów. No i też egipskie maszkarony nie miały odprowadzać wody z dachów świątyń, lecz chronić je przed deszczami, które mógłby (gdyby chciał) zesłać Seth, bóg kojarzony z siłami chaosu.


Kościół Saint-Jean-Baptiste, Arras

Najstarsze średniowieczne gargulce pojawiły się na początku XIII wieku, w katedrze w Laon we Francji. Potem rozpowszechniły się wszędzie tam, gdzie wznoszono kamienne gotyckie budowle: kościoły i katedry, zamki i fortece, siedziby sądów i rad miejskich. Planując wycieczkę szlakiem gargulców, trzeba więc wziąć pod uwagę Francję, Hiszpanię, Niemcy i Wielką Brytanię. Nigdy natomiast nie widziałam gargulca w Polsce.


Boczna elewacja Pałacu Sprawiedliwości w Rouen.

Żyjący w średniowieczu Francuzi z Rouen raczej nie słyszeli o gargulcach z Egiptu czy Rzymu. W każdym razie ukuli własną legendę na temat tego, skąd na kościołach wzięły się kamienne potwory. A ponieważ żadna porządna legenda nie może obyć się bez smoka, w tej również centralną postacią jest bestia o imieniu (a jakże!) Gargouille. Smok się zadomowił w mieście, terroryzował mieszkańców, ział ogniem i pewnie domagał się dziewic. Stanowił więc rosnący problem społeczny i ekonomiczny, który należało rozwiązać. U nas w Krakowie dzielny szewczyk nakarmił smoka wysokokalorycznym baranem. W Rouen do roboty wziął się święty Roman, biskup i kanclerz merowińskiego króla Klotara II. Jedna z wersji wydarzeń mówi, że bestia przestraszyła się krucyfiksu. Mnie jednak bardziej przekonuje inna opowieść: święty w miejskim więzieniu dobrał sobie pomocnika - skazańca i razem ukatrupili smoka. Za wersją z ułaskawionym więźniem przemawiają dwie rzeczy. Po pierwsze: tradycja, na mocy której arcybiskupi w Rouen mieli prawo ułaskawiać więźniów w dniu, kiedy relikwie świętego Romana obnoszone były podczas procesji. Po drugie: zastanawiająca scenka, jaką wyrzeźbiono na dachu Pałacu Sprawiedliwości. Pałac jest wspaniały i cały obsypany dziesiątkami gargulców, a jedyne dwie postaci ludzkie przedstawiają strażnika odczytującego sentencję więźniowi. Przypadek? Może zresztą i tak, bo roueńczycy mówią na te gargulce „Anglik i więzień”, co niekoniecznie musi być powiązane z wyprawą na smoka. Jakby nie było, Gargouille skończył marnie na stosie. Głowa i szyja potwora spalić się nie dały - musiały wszak być ognioodporne, by bestia mogła zionąć płomieniami więcej niż raz. Upiorne trofeum powieszono zatem na ścianie kościoła, by odstraszyć złe moce.


„Anglik i Więzień”, Pałac Sprawiedliwości, Rouen

Średniowieczne maszkary robione były z kamienia, czasem z metalu (przede wszystkim ołowiu), ale tych ostatnich przetrwało do naszych czasów niewiele. Nie jest wykluczone, że były malowane na krzykliwe kolory, podobnie jak fasady kościołów. Gargulce ciężko pracują, więc starzeją się szybko, niszczone przez wiatr i wodę. Dlatego wiele z maszkaronów, jakie dzisiaj zdobią budynki, to dziewiętnastowieczne kopie.

Gargulce są trochę jak linie papilarne budynku. O tym, że we Francji nie znajdzie się dwóch identycznych maszkaronów był przekonany Eugène Viollet-le-Duc, który zgłębił temat.

Na początku swojej kariery w Europie gargulce przedstawiały przede wszystkim lwy i psy, potem popularność zyskały smoki i różnego rodzaju potwory. W późnym średniowieczu pojawiła się cała galeria ludzkich postaci, w komicznych lub obscenicznych pozach. Natomiast gargulce w kształcie zwierząt takich jak nosorożec czy hipopotam, nawet jeśli wyglądają na stare, pochodzą najpewniej z czasów noegotyku (XIX wiek) lub jeszcze poźniejszych. Powód jest prosty: nie wszystkie egzotyczne zwierzęta były znane średniowiecznym mieszkańcom Europy.


Gargulce Viollet-le-Duca z katedry w Reims, częściowo wykonane z metalu.

Po co jednak, zamiast ograniczyć się do zainstalowania zwykłej rury, ozdabiano budynki tak dziwacznymi postaciami? Trudno znaleźć jednoznaczne wyjaśnienie, a teorii jest wiele. Średniowieczne katedry były jak komiksowa Biblia dla niepiśmiennych. Może więc zabawne lub straszne figury miały pełnić rolę taką, jak dzisiaj w poważnych książkach pełni anegdota, ilustracja czy błyskotliwy dialog? Miały dawać chwilę wytchnienia oczom i umysłowi? A może gargulce miały przedstawiać pokonane diabły, demony wypędzane z egzorcyzmowanych nieszczęśników lub dusze skazane na piekło? Może miały przypominać wiernym przychodzącym do kościoła o konieczności ochrony przed złem? Zwłaszcza, że niektórzy wierzyli, że gargulce ożywają i krążą po mieście ciemną nocą. Galerie dziwacznych kamiennych stworów symbolizują też przestrzeń, gdzie to co boskie i ludzkie się przenika. Uosabiają „świat do góry nogami”, gdzie to, co niskie, zostaje wyniesione, gdzie świniopas może być władcą królestwa, gdzie to co straszne, zostaje obśmiane. Echa tego można znaleźć w powieści Hugo, w opisie balu błaznów, na którym Quasimodo zostaje wybrany królem.

Bardzo możliwe, że gargulce miały nie tylko usuwać wodę z budynku, ale także oczyszczać kościół w sposób metafizyczny. Pisarz-dandys Joris-Karl Huysmans uważał, że gargulce mają „wyrzygiwać grzechy poza obręb kościoła”.

Lew i pies (?), katedra w Ulm, obraz Hans Braxmeier, Pixabay

Według powszechnej teorii gargulce, groteski i chimery miały chronić kościół przed złem i grzechem. Na początku miały przecież kształt psów, lwów i smoków, czyli tradycyjnych mitologicznych stworzeń stróżujących. Z wielu opowieści wynika, że jeśli chcemy czemuś zapewnić bezpieczeństwo, ustawiamy przy tym psa, lwa lub smoka. To wyjaśniałoby, dlaczego stwory te usadzano także na galeriach niewidocznych dla ludzi stojących u stóp budynku. Maszkarony pilnowały wnętrza katedry i świętych przedmiotów - miały wtedy oczywiście postać grotesek, a nie gargulców. Gargulce i groteski ukazane w obleśnych gestach, zwłaszcza na wieżach kościołów, wydały mi się dość szokujące. Goły tyłek czy bardzo wyeksponowane genitalia niespecjalnie licują z powagą świątyni. Okazuje się jednak, że już od starożytności obsceniczne i nawiązujące do seksualności figury pełniły role odstraszaczy demonów. Podobnie zresztą jak zabawne postaci: nic tak dobrze nie wypłasza diabła, jak zdrowy śmiech z jego zakusów.


Zakonnica z fasady katedry w Bayeux

Bardzo też możliwe, że dziwaczne figury tworzyli rzemieślnicy o specyficznym poczuciu humoru. Zwłaszcza, że z niektórych zachowanych średniowiecznych kontraktów wynika, że rzeźbiarze mieli dużą swobodę w wyborze tematu. Na przykład na dziedzińcu Pałacu Sprawiedliwości w Rouen jedna z postaci ma imponujących rozmiarów przyrodzenie, po którym wspina się ślimaczek. Niewinna interpretacja mówi o aluzjach do grzyba sromotnika bezwstydnego. Ale miejska legenda wspomina majstra, który czekał bardzo długo na rozprawę w sądzie, a w końcu zniecierpliwiony wyrzeźbił w zemście nieprzyzwoitego stwora i opieszałego ślimaka. Kiedy sobie przypominam niektóre własne przejścia z biurokratyczną machiną, bardzo temu rzemieślnikowi zazdroszczę: przynajmniej miał jak skanalizować swoją frustrację.


Gargulce zaczęły wychodzić z mody od wczesnego wieku osiemnastego. Dobiły je rynny, pozbawione ornamentów i znakomicie pełniące rolę odprowadzaczy wody. Na przykład w 1724 London Building Act narzucił obowiązek instalowania rynien we wszystkich nowo wznoszonych budynkach. A że zwykła rynna nikogo nie zniechęci do grzechu? To już raczej nie był problem urbanistów.


Współczesny gargulec przedstawiający pana Clifforda Hodgettsa, prawnika i archiwistę katedry w Chichester.
Zdj. Martinvi, CC BY-SA 4.0 https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0, via Wikimedia Commons

Gargulce wróciły na jakiś czas do łask na fali romantyzmu w dziewiętnastym wieku, ale można je odnaleźć także w nowoczesnych budynkach. Ozdabiają na przykład nowojorski Chrysler Building. Moje ulubione neo-gargulce znajdują się w szkockim opactwie Paisley Abbey. Odbudowany w latach 90-tych

XX wieku kościół zyskał nową kolekcję gargulców. A że dzisiejsi rzeźbiarze też lubią żarty, wśród kilkunastu nowych maszkaronów znalazło się coś, co nielegalnie podróżowało kiedyś jako „Obcy ósmy pasażer Nostromo”.


Gargulce z Paisley Abbey, Szkocja. Zdj.© User: Colin/ Wikimedia Commons/ CC BY-SA 3.0

Średniowieczne maszkarony są zbyt barwne, by tak po prostu poszły w zapomnienie. Doskonale odnalazły się na przykład w popkulturze. W cyklach powieściowych Terry’ego Pratchetta gargulce współpracują ze Strażą Miejską, pełniąc rolę monitoringu - kto lepiej niż kamienny stwór może godzinami wpatrywać się w ulice miasta? Od syna wiem, że przejście gry „Wiedźmin” wymaga przywalenia kilku gargulcom. Stwory te doskonale znają też dzieciaki, dzięki disneyowskiej wersji „Dzwonnika z Notre-Dame”: dwaj kamienni pomocnicy Quasimoda nazywają się Victor i Hugo. Można się tylko zastanawiać, czy francuski pisarz, który zapewne nie marzył o tego rodzaju sławie, przewraca się z tego powodu w grobie?


Chrysler Building, Nowy Jork. Zdj. VillageHero from Ulm, Germany, CC BY-SA 2.0, via Wikimedia Commons

<Zdjęcie otwierające tekst: Bored Gargoyle at Notre-Dame de Paris, Jawed Karim, CC BY-SA 3.0 <https://creativecommons.org/lcenses/by-sa/3.0>, via Wikimedia Commons



Ostatnie posty

Zobacz wszystkie