Gdzie jeść w Wenecji?

Szukanie w ciemno dobrej restauracji w najbardziej turystycznym mieście świata to loteria. Dlatego proponuję Wam dziesięć miejsc, do których warto wstąpić na kawę, przekąskę lub kolację. Byłam, sprawdziłam, polecam.
Kiedy pierwszy raz przyjechałam na dłuższy czas do Wenecji, mieszkałam w klasztorze przerobionym na akademik, a żywiłam się głównie chińskimi zupkami przyrządzanymi dzięki podróżnej grzałce do herbaty. Za drugim razem budżet miałam już wystarczający, by jadać niedrogo na mieście. Mimo mnogości miejsc oferujących posiłki Wenecja wydała mi się wtedy kulinarną pustynią. Dominowały w niej przybytki nęcące turystów mało weneckimi hasłami typu „würst mit senf”.

Jedzenie w Wenecji - mieście pełnym knajp i knajpeczek - trzeba umieć znaleźć. Przydają się do tego klasyczne rady instagramowych przewodników: nie wchodzimy zatem do restauracji z naganiaczami, nie jemy w miejscach oferujących 300 dań z kuchni świata ani tych, które mają menu w sześciu językach oraz plastikowe modele pizzy i pasty oraz tych o najbardziej kiczowatym wystroju.

Niektóre z naszych ulubionych miejsc polecili nam znajomi, inne wypatrzyliśmy w przewodniku, a jeszcze inne znaleźliśmy całkiem przypadkiem, błądząc po mieście. Nie udało nam się jeszcze dotrzeć do najsłynniejszej tradycyjnej restauracji, czyli do Antiche Carampane, ani do Da Ivo, gdzie stołuje się niekoronowany król Wenecji George Clooney. Ale jeśli traficie do któregoś z miejsc, o których wspominam poniżej, mam nadzieję, że będziecie zadowoleni.

Obiad z widokiem na cmentarz
Siedząc w eleganckiej restauracji nad brzegiem laguny trudno dziś uwierzyć, że na początku była prostą tawerną, w której można było kupić sól na kilogramy oraz papierosy na sztuki.
Miejsce to znajduje się z dala od głównych szlaków turystycznych prowadzących przez San Marco i Rialto. Położone jest przy Fondamente Nove, czyli przystani, z której starutją tramwaje wodne na wyspy Murano i Burano.

Ponieważ bywamy w Wenecji w sezonie, kiedy jada się na otwartym powietrzu, lądujemy zawsze na tarasie restauracji, z fantastycznym widokiem na lagunę. Dla samego tego widoku warto się tu wybrać. Pięknie jest o zachodzie słońca, ale równie przyjemnie w porze obiadowej (można liczyć wtedy na zestaw lunchowy w przystępniejszej cenie niż kolacja à la carte).

Niedaleko jest szpital, więc będziecie znad talerza obserwować kursujące w tę i wewtę motorówki - karetki. W tle widać wyspę San Michele, która pełni rolę miejskiego cmentarza. Jak widzicie zatem, restauracja zapewnia nie tylko doznania kulinarne, ale również strawę duchową w postaci przemyśleń nad przemijaniem i kruchością rzeczy doczesnych.
Warto spróbować makaronu w sosie zrobionym między innymi z figowych liści. To danie sezonowe, ale jeśli będzie akurat w karcie, bardzo polecam, bo smak jest niezapomnany.
Algiubagiò, Fondamente Nove, 5039
W historycznej części Wenecji (bez wysp takich jak Burano, Murano czy Lido) jest prawie 1100 różnego rodzaju restauracji i barów.

Siedzimy po mostem
To jest miejsce na późne popołudnie lub wieczór, kiedy jesteście zmęczeni całodziennym chodzeniem po mieście. Znajduje się w okolicy, której serdecznie nie znoszę, czyli w bezpośredniej bliskości mostu Rialto. Most jest dniem i nocą oblężony przez turystów. Natomiast w znajdującym się tuż obok barze o nazwie Naranzaria następuje cud - bo nawet w środku wakacji łatwo jest znaleźć wolny stolik.

Można zamówić sobie coś do jedzenia (menu jest barowe, nie restauracyjne, czyli składa się głównie z przekąsek), rozsiąść się na krzesełku z siedziskiem z zielonej tkaniny i leniwie obserwować manewry gondolierów, którzy w tym miejscu zakręcają na Canale Grande. Jeśli komuś trzeba więcej do szczęścia, to już nie mój problem.
Warto spróbować chociażby wymyślonego w Wenecji napitku Aperol Spritz, bo umieją tu go dobrze przygotować. Jeśli chcecie spróbować czegoś nietypowego, dajcie szansę Cynar Spritz, mniej słodkiemu, lekko ziołowemu drinkowi na bazie wyciągów z karczocha.
Naranzaria, Sotoportego del Bancogino, 130

Z głową w chmurach i stopami w kanale
Jeśli macie ochotę napić się doskonałej kawy rozkoszując się magiczną atmosferą Wenecji, nie ma lepszego miejsca niż ta kawiarnia, funkcjonująca w pałacu Ca'Pesaro w dzielnicy Santa Croce. Wejście do kawiarni jest jednocześnie wejściem do muzeum, więc miejsce to jest trochę ukryte. Tym lepiej, bo zwykle nie ma tu wielkiego tłoku. Kawiarnię w Ca'Pesaro polecam Wam także podczas deszczu, bo taras z widokiem na kanał jest zadaszony.

Warto tu zajrzeć, nawet jeśli nie macie w planach zwiedzać znajdującej się w Ca’ Pesaro Galleria Internazionale d’Arte Moderna, czyli galerii sztuki nowoczesnej. Chociaż serdecznie bym do tego namawiała: galeria organizuje świetne wystawy czasowe, ma też kolekcję stałą z dziełami Rodina, de Chirico, Morandiego i Klimta. Jak tu trafić? Najlepiej dostać się do przystanku vaporetto San Stae, skąd są już do Ca’ Pesaro dwa kroki.
Ca’ Pesaro Café, Santa Croce 2076
90 proc. weneckich restauracji jest zarządzane przez prywatnych właścicieli, a nie przez sieci restauracyjne.

Ukryta perełka
To jedna z restauracji, do których chodzimy, kiedy tylko jesteśmy w Wenecji. Znajdziecie ją w rejonie Rialto, ale w bocznej uliczce (nie ma tłumów), tuż przy przystanku vaporetto San Silvestro. Miejsce jest niezobowiązujące z wyglądu - nie ma tu żyrandoli ze szkła Murano, śnieżnobiałych obrusów ani wyfraczonych kelnerów - ale tutejsze dania są (jak dla mnie), michelinowskie.

Specjalnością zakładu są degustacje. Zaczynając od degustacji win z regionu Valpolicella, poprzez różne gatunki oliwy, po sery i lokalne wędliny. Zjecie tu też pyszne dania na bazie ryb, mięsa i makaronu.
Warto spróbować różnych gatunków oliwy - różnice w intensywności smaku, koloru i aromatu są uderzające. Jeśłi nie macie nic przeciwko konsumpcji mięsa, spróbujcie też wędlin macerowanych w winie amarone.
Vineria All’ Amarone, Calle dei Sbianchesini, 1131.
W Wenecji jest siedem restauracji odznaczonych gwiazdkami Michelina.

Stołówka gondolierów
Znaleźliśmy to miejsce przypadkiem, kręcąc się w rozpaczy po okolicach placu św. Marka. Restauracji jest tam mnóstwo, ale sprawa wygląda beznadziejnie, jeśli chcecie zjeść coś przyjemnego, bez rezerwacji i nie wydając połowy miesięcznej pensji.

Osteria znajduje się przy czymś, co określiłabym ciemną uliczką, ale w Wenecji prawie wszystkie uliczki są ciemne. Jak na turystyczną okolicę, uliczka jest nietypowa: nie ma przy niej żadnego sklepu z pamiątkami, pizzy na wynos ani lodziarni; jest tylko ta świetna knajpa. Nie ma też stolików na zewnątrz (uliczka jest wąska), więc wylądujecie w czymś, co ma klimat przestronnej piwnicy z winami, w stylu włosko-nowoczesnym. W porze obiadu stołują się tu gondolierzy, ruszający potem do pracy z przystanku gondoli znajdującego się kilka metrów od restauracji.

Jest klimatycznie i miło, obsługujący gości właściciel jest uroczy, zjedliśmy tu też jeden z najlepszych posiłków w Wenecji. W karcie są pyszne cicchetti, sałatki, dania z ryb, mięsa, makaronu.
Warto spróbować firmowego makaronu w truflami. Tagliatelle macerowane są w wielkiej gomole parmezanu, po czym obficie posypane plasterkami trufli. Danie jest drogie, ale ręczę, że przez wiele lat zachowacie je w rzewnych wspomnieniach.
Osteria Da Bubi, Sestiere di Castello, 5306

Klasyka gatunku
Kawiarnia Florian działa od 29 grudnia 1720 roku. Nigdy nie zmieniła lokalizacji i od samego początku funkcjonuje w podcieniach przy placu św. Marka. Zmieniła się tylko jej nazwa. Początkowo kawiarnia nazywała się bowiem Alla Venezia Trionfante. Po kilku miesiącach od jej otwarcia okazało się, po pierwsze, że Wenecja niespecjalnie akurat triumfowała na międzynarodowej arenie politycznej, więc nazwa przybytku brzmiała prześmiewczo. Po drugie, lokalsi i tak mawiali, że idą do Floriana, bo tak miał na imię założyciel kawiarni, pan Francesconi.

Nie byłoby Caffè Florian, gdyby nie było kawy. Napój ten wprowadzano do obiegu na początku XVIII stulecia. A przy kawie odbywano kulturalne dyskusje. We Florianie spotykali się politycy, filozofowie, artyści, literaci. Jako jedyna kawiarnia w Wenecji Florian przyjmował także kobiety, co w tamtej epoce było obyczajowo szokujące. Plotka mówi, że właśnie z tego powodu przesiadywał tu Casanowa. Wyhaczał zapewne piękne Wenecjanki rzucając im ogniste spojrzenia znad filiżanki czekolady, która uchodziła za afrodyzjak i którą słynny kochanek przedkładał nad kawę.

Nie mogę stwierdzić, że będziecie tu siedzieć dokładnie w takich samych salach co niegdyś Verdi, Proust, Byron, George Sand czy Goethe, bo od ich czasów Florian przeszedł wiele remontów. Okolice placu św. Marka są mocno zalewane, kiedy przychodzi acqua alta, a w połowie XIX wieku kawiarnia została radykalnie przedekorowana.

We Florianie wszystko jest spektaklem: bogato zdobione sale przypominające staroświeckie salony, starannie ubrani kelnerzy, srebrne tace, porcelanowa zastawa, wyrafinowany sposób podania potraw, grająca standardy orkiestra. Od razu uprzedzam, że kiedy gra orkiestra, do rachunku będziecie mieli doliczony podatek od luksusu, w postaci sześciu euro od twarzy. Kiedy nie ma muzycznego tła jest trochę taniej, choć zwolennikom taniości nie mogłabym tego miejsca z czystym sumieniem polecić.
Warto spróbować serwowanego we Florianie śniadania lub popołudniowej herbatki w stylu angielskim, z eleganckimi miniprzekąskami podawanymi na piętrowych paterach. Uprzedzam jednak, że to atrakcje klasy premium, więc spodziewajcie się adekwatnego, słonego jak woda w lagunie rachunku.
Caffè Florian, Piazza San Marco, 57

Siedzimy pod mostem 2
Most, przy którym znajduje się ten niepozorny, ale fantastyczny przybytek, nazywa się Ai Pugni. Nazwa wzięła się z lokalnej tradycji: od wieku XIII do początku XVIII w okolicy organizowano walki na gołe pięści (rodzaj tutejszej ustawki). Naparzali się Castellani ze wschodniej Wenecji oraz Nicolotti, mieszkający w zachodniej części miasta, obejmującej dzielnicę Dorsoduro, w której znajduje się wspomniany most.

Nie da się tej osterii nie zauważyć, bo w okolice mostu tłoczą się jej klienci, którzy przy sprzyjającej pogodzie wychodzą na zewnątrz, by pogadać i zjeść coś miłego traktując poręcz mostu jak barowy stolik. Ai Pugni to fantastyczne miejsce z duszą i wspaniałymi kanapkami, które w Wenecji nazywają się cicchetti. Zajrzyjcie tu koniecznie, spacerując po Dorsoduro - co polecam równie gorąco, jak wizytę w tej świetnej knajpie.
Warto spróbować bogatego wyboru cicchetti. Raczej w ciągu dnia niż późnym wieczorem, bo wtedy w ofercie zostaje już często tylko mozarella in carozza, czyli zapiekana nadziewana mozzarella, słynna z przynoszenia ulgi skacowanym (jest pyszna nawet i bez kaca, choć to danie z serii „koszmarny sen dietetyka”). W odróżnieniu od wielu innych lokali w turystycznych częściach miasta, w Osteria ai Pugni ceny są bardzo przystępne.
Osteria ai Pugni, Fonamenta Gherardini, 2836, Dorsoduro.

Lody od doży
Kiedy widzę kolejki do najsłynniejszych weneckich lodziarni, od razu mi się tych lodów odechciewa. I pewnie mogłabym w Wenecji próbować cukrowego detoksu, gdybyśmy przypadkiem nie odkryli lodziarni Il Doge. Znajdziecie ją w okolicy Campo Santa Margherita, jednym z naszych ulubionych chaotycznych placów w naszej ulubionej dzielnicy, czyli Dorsoduro.

W Il Doge sprzedają lody artisanali (czyli rzemieślnicze), robione na miejscu, z naturalnych składników. Nie ma tu setek najdziwniejszych smaków, ale mają na przykład osiem rodzajów lodów czekoladowych.
Warto spróbować lodów o smaku Crema di Doge, z kandyzowanymi owocami i kawałkami czekolady.
Gelateria Il Doge, Sestiere Dorsoduro, 3058 A.

Pod szklanym kloszem
Do szklarni trafiliśmy padając ze zmęczenia, po dniu biegania z wywieszonym jęzorem od pawilonu do pawilonu na wystawie sztuki w pobliskich Giardini. Kawiarnia la Serra jest jak oaza - można się tu schronić przed słońcem, deszczem i hałasem, nie ma tu też zwykle tłumu turystów.

Kawiarnia ma przyjemny ogródek z parasolami i stolikami, a w deszczowy dzień można usiąść w szklarni, co jest jeszcze milsze. Menu jest raczej przekąskowe. Kulinarnie jest tu przeciętnie - zjecie przyzwoitą sałatkę, wypijecie dobrą kawę, ale nie spodziewajcie się fajerwerków. Uważam natomiast, że spędzenie paru chwil w tym miejscu i złapanie tu oddechu jest wielką przyjemnością.
Caffè la Serra, Via Giuseppe Garibaldi 1254

Kawa przy Akademii
Położona tuż przy moście Accademia kawiarnia to kolejna zielona oaza w kamiennym mieście. Pięknych kawiarni jest w Wenecji bez liku, ale w niewielu możecie wypić kawę w cieniu starych drzew. Polecam to miejsce o każdej porze. Rano - na kawę i rogalika. W południe na coś chłodnego. Po południu na słodki podwieczorek, wieczorem - na aperitivo. Z jednym wszakże zastrzeżeniem: jest tu drogo.
Warto spróbować któregoś z prezentowanych pod szklanymi kloszami ciasteczek. Jeśli tylko jesteście w stanie przyjąć na klatę ich cenę - 14 euro za sztukę (wyobrażam sobie, że droższe ciasteczka są już tylko w Moskwie). Całe szczęście, inaczej byłabym tu stałym gościem, przygotowującym się powoli do castingu do filmu Wieloryb 2.
Moro Café, Palazzo Franchetti, San Marco 2847.

Na koniec - ściągawka
We wszystkich poniższych miejscach da się coś zjeść i wypić. Nazwa lokalu określa jednak to, czego możemy się w nim spodziewać.
baccaro - bar z winem i cicchetti, zwykle tylko z miejscami stojącymi
osteria - miejsce, gdzie przekąsicie coś niedużego, ale skoncentrowane raczej na winie
trattoria - miejsce serwujące posiłki, mniej formalne niż ristorante
ristorante - najlepsze, jeśli szukacie stołów z obrusami i eleganckich dań
enoteca – miejsce serwujące głównie wino, plus drobne przekąski
tavola calda – bar samoobsługowy




Komentarze