Wenecja dla zaawansowanych
- Katarzyna Stachowicz

- 23 lut
- 13 minut(y) czytania
Wypiliście kawę we Florianie, obejrzeliście złoty ołtarz, przebiliście przez tłum na moście Rialto? To może pora na trasę alternatywną? I odkrycie, że Wenecja to nie wyspa - to dziesiątki wysp i wysepek.
„(…) Przybyć do Wenecji lądem, na dworzec kolejowy, znaczy wejść do pałacu przez tylne drzwi”, napisał Tomasz Mann w Śmierci w Wenecji. I zaraz dodawał, że „nie inaczej, tylko okrętem (…), przez pełne morze, należy zajechać do najnieprawdopodobniejszego z miast”.
Jeśli podróżujecie do Wenecji samolotem, będziecie musieli się jakoś dostać z lotniska Marco Polo do miasta. Oczywiście, zawsze jest taksówka lub autobus, których trasa wiedzie przez most Ponte della Liberta łaczący Mestre z Wenecją. Ja jednak namawiam Was, byście wsiedli na łódź.

Opcje są dwie. Pierwsza to opcja de luxe: zamawiacie wodną taksówkę i od razu czujecie się jak na filmie. Zaznaczam wszelako, że kiedy przyjdzie płacić za przejazd, kino romantyczne zmienia się w kino grozy. Druga opcja jest dużo tańsza: po wylądowaniu zmierzacie do nabrzeża, z którego ruszają promy do Wenecji (kierujcie się na znaczki Alilaguna). Podróż będzie długa: w zależności od końcowego przystanku, zabierze Wam od 40 minut do półtorej godziny. Widoki po drodze są niebywałe, warto więc potraktować przepłynięcie łodzią jako początek zwiedzania.

Wielka Wenecja składa się z blisko 120 wysp. Dużych i małych, bezludnych i zatłoczonych, przemysłowych i uprawnych, bardzo turystycznych i całkiem zapomnianych. Kilka wysepek znalazło się też pod wodą: to m.in. Costanziaco, San Marco in Boccalama, La Caderna.
Zachwyca mnie, że weneckie wyspy mają swoje specjalizacje, jak średniowieczne uliczki. Jest zatem wyspa szklarzy i wyspa koronczarek. Wyspa z rzędami imponujących hoteli i wyspa zakonników. Są wyspy ogrodów warzywnych i wyspy sadów. Oraz te bardziej złowieszcze: wyspa-cmentarz, wyspa - szpital dla umysłowo chorych, wyspa - lazaret dla pechowców na kwarantannie a także miejsce najstraszniejsze, czyli wyspa - umieralnia, dla tych, którym odmówiono ratunku: starych, biednych, chorych na dżumę lub malarię. Nie dajcie się zwieść blichtrowi i próżności, których w najpiękniejszym mieście świata bynajmniej nie brakuje. Wenecja to nie tylko pałace i karnawał. Wenecja jest fascynującym miejscem.

Lido
George Byron miał ponoć zwyczaj pływać z Lido do Santa Chiara, przez Canale Grande. Zajmowało mu to mniej niż cztery godziny i było wykonalne w czasach, kiedy Lido nie było atrakcją turystyczną. Na nabrzeżu nie powstały jeszcze wielkie hotele, a na plaży nie postawiono jeszcze pasiastych kabin. Na Lido pomieszkiwali - poza Byronem - także Goethe, Monteskiusz i Paganini.

Na hasło "Lido" mam zawsze to samo skojarzenie - stary profesor z Monachium obserwuje z leżaka najpiękniejszego chłopca świata. Tomasz Mann umieścił akcję Śmierci w Wenecji w Grand Hotel Des Bains. Był to pierwszy luksusowy hotel otwartym na weneckim Lido, 5 lipca 1900 roku. Zaskakiwał gości nowoczesnością: była w nim elektryczność i pitna woda w kranach, prywatne łazienki, telefony, windy i lodówki. Raz zniszczył go pożar, potem wielka powódź w 1966 roku, a 110 lat po otwarciu ogłoszono, że hotel zostanie przerobiony na kompleks luksusowych apartamentów. Jest zamknięty do dzisiaj.

Udało się natomiast przetrwać dwóm innym wytwornym hotelom na Lido: zbudowanemu w stylu Art Nouveau Grande Albergo Ausonia Hungaria oraz Excelsiorowi, który na początku XX wieku miał ambicję być najbardziej luksusowym hotelem świata. W hotelu Excelsior mieszkają gwiazdy przybywające na festiwal filmowy.

Co warto zobaczyć?
• Lido polecam zwłaszcza w upalne dni. Zabytkowe kabiny plażowe są w użytku do dzisiaj, i są dla Wenecjan równie łakomym kąskiem jak działki RODOS dla Warszawian.
• Spacerując ulicami S. Maria Elisabetta, via Negroponte, via Zara i via Parenzo będziecie mieli okazję obejrzeć wille zbudowane w stylu Liberty, czyli włoskim odpowiedniku secesji. Z przykrością muszę też stwierdzić, że reszta wyspy wygląda jak średniej urody nadmorski kurort.
• Plaża ma długość 12 kilometrów.
Jak dopłynąć?
Wsiadacie w vaporetto nr 5.1, 5.2, 6, 10 i 14 (wypływają z różnych punktów miasta).

Giudecca
Kiedyś nazywano ją Spinalunga, bo przypomina kształtem rybi kręgosłup. A skąd się wzięła nazwa Giudecca, nie wiadomo. Może pochodzić od Giudei, społeczności żydowskiej zamieszkującej wyspę w XIII wieku. Albo od słów zudegà/giudicato, czyli osądzony - na wyspie lądowali bowiem powracający z zesłania arystokraci. Budowali na wyspie wille z wielkimi ogrodami. Zainstalowało się też tutaj aż siedem klasztorów. Po upadku Republiki Weneckiej na wyspie pojawiły się fabryki, stocznie i magazyny. Okazały się jak znalazł w dzisiejszych czasach – w postprzemysłowych wnętrzach urządzono hotele.

Co warto zobaczyć?
• Kościół Redentore projektu Palladia zbudowano w podzięce za zakończenie epidemii w 1577 roku. Jeśli będziecie w Wenecji w trzecią sobotę lipca, warto na wyspę zajrzeć. Będziecie wtedy mieli okazję dotrzeć na Giudekkę pieszo – z okazji święta Santo Redentore, czyli Świętego Odkupiciela, między wyspą a lądem budowany jest most pontonowy. Nabrzeże wygląda, jakby szykowało się na wielkie wesele, bo całe zastawione jest stołami. Wieczorem odbywa się pokaz ogni sztucznych.

• Kościół Santa Maria della Presentazione, zwany jest przez lokalsów le Zitelle, czyli stare panny. Jezuicki kościół na wyspie przyjmował bowiem pod swoje skrzydła panny pozbawione posagu, a zatem także wszelkich szans na zamążpójście.
• Stucky Molino, czyli młyn Giovanniego Stucky, zbudowany został pod koniec XIX wieku przez przedsiębiorcę ze Szwajcarii. Giovanni musiał być niezbyt lubiany, bo zginął z rąk jednego ze swoich pracowników w 1910 roku. Dziś w dawnym młynie znajduje się hotel Hilton z tarasem na dachu.
Jak dopłynąć?
Tramwajem wodnym nr 2, 4.1 oraz 4.2 i wysiąść na przystanku Zitelle, Redentore lub Sacca Fisola.

San Giorgio Maggiore
O tej niewielkiej wysepce rzadko kto słyszał (poza Wenecjanami), aż do lata 2025 roku, kiedy usłyszało o niej pół świata. Była bowiem jednym z kilku miejsc w Wenecji, gdzie odbywał się bizantyjski ślub właściciela Amazona.
Wyspa dawno temu należała do rodziny Memmo. W X wieku doża Memmo podarował ją benedyktynom, którzy założyli tu klasztor. Pod koniec XVIII wieku w ramach traktatu z Campoformio Wenecja przypadła w udziale Francuzom, a mnisi musieli ustąpić miejsca żołnierzom na wyspie. Na początku lat 50-tych XX wieku rząd włoski przekazał część wyspy hrabiemu Cini, który założył tu fundację zajmującą się promocją sztuk wszelakich. Fondazione Giorgio Cini, nazwana na cześć syna hrabiego, który zginął w wypadku samolotowym, organizuje wystawy sztuki, koncerty i spektakle.

Co warto zobaczyć?
• Kościół o tej samej nazwie co wyspa zaprojektował pod koniec XVI wieku Andrea Palladio. Zainspirowała go ponoć architektura rzymskich łaźni, dlatego kościół San Giorgio może się Wam wydać zaskakująco przestronny. W środku znajdziecie dwa dzieła Tintoretta: Ostatnią Wieczerzę i Zbieranie Manny.
• Warto się wdrapać na dzwonnicę. Z 75-metrowej wieży jest świetny widok na Wenecję. Oraz na kolejną atrakcję, którą jest…
• Labirynt Borgesa na terenie Fondazione Cini, stworzony z 3200 krzewów bukszpanu. W labiryncie można wypatrzyć kształty odwołujące się do twórczości Jorge Luisa Borgesa: otwartą księgę, symbol nieskończoności itp.

• Fondazione Cini organizuje niezwykle ciekawe wystawy i koncerty. W 2024 roku odbywała się tu sensacyjna wystawa Homo Faber, poświęcona rzemiosłu artystycznemu. www.visitcini.com
Jak dopłynąć?
Tramwaj nr 2 z Piazzale Roma, Stazione Ferroviaria lub z przystanku San Zaccaria przy San Marco, przed wejśćiem do hotelu Danieli.
Z przystanku Zitelle na Giudecca tramwaj nr 2. Przystanek jest tuż przy kościele San Giorgio Maggiore.

Murano
Wydało mi się okropne. Wygląda jak konglomerat sklepików pamiątkarskich sprzedających wyroby szklane różnej jakości i urody. Wzdłuż kanałów galopują spragnione zakupów tłumy. Jest hałas i tłok. Najmilej jest wieczorem, kiedy warsztaty i punkty handlowe są szczęśliwie zamknięte. Najciekawsze części Murano najlepiej widać od strony laguny - to rzędy fabryk szkła i magazynów. Niezwykle intersujące rzeczy dzieją się również wewnątrz niepozornych budynków, gdzie można podpatrzeć kunszt produkujących szklane przedmioty rzemieślników.

Szkło weneckie produkowane jest od końca XIII wieku. Wenecjanie wcześnie odkryli też prostą prawdę: cieszyć się pięknem żyrandoli, waz i figurynek to jedno, a sąsiadować z manufakturami, to drugie. Bliskość pieców do produkcji szkła oznacza bowiem, że w okolicy stale snuje się dym, a o zasadach p.poż. można zapomnieć.

Nie zatem dziwnego, że w 1291 roku rzemieślnicy wytwarzający szkło zostali usunięci z miasta na wyspę Murano. W latach rozkwitu mieszkało tu trzydzieści tysięcy ludzi, Murano miało też własny rząd i biło własną monetę. W XVI wieku wenecka wyspa była głównym ośrodkiem produkcji szkła w Europie. Lokalni producenci mieli liczne przywileje, ale żeby nie było im zbyt dobrze, byli też nadzorowani. Na przykład, jeśli wyjeżdżali z miasta by prowadzić interesy gdzieś indziej, czekały na nich surowe kary, łącznie z karą śmierci.

Co warto zobaczyć?
• Basilica dei Santi Maria e Donato, kościół z siódmego wieku, z dwunastowiecznymi mozaikami na posadzce. Legenda mówi, że za ołtarzem ukryte są kości smoka. Smok był słabej konstrukcji psychofizycznej, bo powaliło go ponoć zrobienie znaku krzyża. Doprawdy. W Krakowie Dratewka musiał się bardziej narobić.
• Kościół San Pietro Martire /Świętego Piotra Męczennika. Łatwo trafić, bo położony jest na samym końcu głównego szlaku, prowadzącego wzdłuż Fondamenta dei Vetrai. Z zewnątrz: typowa renesansowa świątynia. A wewnątrz Veronesi, Bellini i Tintoretto.
• Museo del Vetro, czyli muzeum szkła urządzone w dawnym pałacu Justyniana, przedstawia historię szkła od czasów antycznych po dzisiejsze.

• Fondamenta dei Vertrai, nabrzeże szklarzy, wzdłuż głównego kanału, ze sklepikami i pracowniami. Warto zajrzeć do szklarskiego atelier, bo spektakl wytwarzania szkła jest fascynujący. My weszliśmy do pierwszego z brzegu, które było otwarte i zostaliśmy mile przyjęci. Potem okazało się, że jesteśmy na prywatnej imprezie bez zaproszenia (co było zaskoczeniem dla wszystkich obecnych), musieliśmy więc udawać, że chcemy kupić szpetny żyrandol za 20 tysięcy euro.
Jak dopłynąć?
Z Wenecji do Murano kursują trzy linie vaporetto: 3,12, 13, 4.1 oraz 4.2. Radzę wsiadać na przystanku Fondamente Nove, bo wtedy płynie się najkrócej.

Burano
Jest jak z bajki. Dawno, dawno temu mieszkali tu rybacy z rodzinami. Malowali budynki na dzikie kolory, by móc trafić do domu nawet w gęstej mgle, zdarzającej się często od listopada do stycznia. Kiedy zaś rybacy szukali drogi powrotnej, żony, matki i córki rybaków zajmowały się dzierganiem koronek.

Na Burano płynie się długo. Planujcie więc wycieczkę na cały dzień, bo nie będziecie mieli ochoty opuszczać tego miejsca. Z Burano warto też wyskoczyć na Torcello - podróż łodzią to zaledwie 10 minut.

Co warto zobaczyć?
• Museo del Merletto, czyli muzeum koronki, jeśli interesują Was prace ręczne. W budynku przez sto lat mieściła się szkoła koronczarstwa (zamknięto ją w 1970 roku). Kobiety mieszkające na Burano zaczęły haftować w XVI wieku i nie mogły przestać, bo weneckie koronki stały się sławne i pożądane jako modny element garderoby.

• Kościół San Martino Vescovo. Ma charakterystyczną wieżę. Osadzona na palach wieża chyliła się już w momencie jej budowy. Na szczycie był kiedyś anioł, ale od czasu, kiedy powaliła go burza w 1867 roku, zastąpiony został metalowym krzyżem.

Jak dopłynąć?
Linia vaporetto nr 12, z przystanku Fondamente Nove A to moim zdaniem najlepsza trasa. Droga alternatywna prowadzi z San Zaccharia, przez Lido i Punta Sabbioni, co oznacza, że podróż zabierze Wam co najmniej 1,5 godziny. Wycieczkę na Burano można połączyć z Murano (przystanek na trasie dwunastki). Jeśli macie więcej czasu na oglądanie Wenecji, radziłabym raczej w czasie jednej wycieczki zrobić Burano i Torcello, podczas drugiej - Murano i San Michele.

Torcello
Dzieje Torcello to jedna z wielu historii upadku. W czasach rzymskich na Torcello uciekali mieszkańcy innych wysp, obawiając się napadów barbarzyńców. W średniowieczu była tu gęsto zaludniona kolonia, z pałacami, kościołami i populacją sięgającą dwudziestu tysięcy ludzi. Bardzo trudno w to dzisiaj uwierzyć. Stałych mieszkańców na Torcello jest obecnie 60. Ludność wysepki dziesiątkowały epidemie malarii i dżumy. Przecinające Torcello kanały coraz bardziej się zamulały i stawały nieżeglowne. Dużych kanałów postało niewiele, a wzdłuż największego z nich na pewno przejedziecie - prowadzi tamtędy droga od przystani vaporetto do bazyliki.

Co warto zobaczyć?
• Katedra Santa Maria Assunta jest najstarszym budynkiem na lagunie, a jej dzwonnica stanowi punkt orientacyjny dla całej okolicy. Prosta bazylika ceglana z siódmego wieku skrywa fantastyczne złote mozaiki przedstawiające Apoteozę Chrystusa i Sąd Ostateczny.
• Do bazyliki przylega kościół Santa Fosca, w czystym stylu bizantyjskim. Na placu przed kościołem stoi kamienny tron z V wieku p.n.e. Wedle legendy miał na nim zasiadać Attyla, choć historycy uważają, że to raczej mało prawdopodobne. Siadali na nim natomiast zarządcy wyspy podczas posiedzeń rady (choć to oczywiście nie to samo, co wódz Hunów).

• Idąc wzdłuż głównego kanału zauważycie pozbawiony balustrady Most Diabła, wedle legendy zbudowany przez demona w jedną noc, na zlecenie pewnej czarownicy. Czarownica ma się ponoć dobrze do dzisiaj i pojawia na moście z czarnym kotem, co roku w wigilię Bożego Narodzenia.
Jak dopłynąć?
Z przystanku A na Burano wsiadacie w vaporetto nr 9. Tramwaje kursują mniej więcej co kwadrans.

San Michele
Podstawowe pytanie było następujące: co zrobić z ciałami? No bo wyobraźcie sobie miasto położone na wyspach, gdzie jest niewiele przestrzeni i spore zagęszczenie ludności, której przedstawiciele od czasu do czasu umierają. I gdzieś ich trzeba pochować. Arystokracja znajduje miejsce w kościelnych kryptach, ale co z resztą? Jak godnie i bezpiecznie dla (jeszcze) żywych chować zmarłych na terenach, które regularnie zalewa woda?

Sprawy uregulował Napoleon, kiedy Republika Wenecka została podbita przez Francuzów. Zarządził urządzenie cmentarza na wyspie San Cristoforo, sąsiadującej z San Michele. Wyspa okazała się za mała, więc połączono ją z San Michele i utworzono cmentarz w kształcie takim, jak zobaczycie dzisiaj.
Cmentarz jest wciąż czynny, choć niełatwo się tu położyć na wieczny odpoczynek.
Mieszkańcy Wenecji mogą tu zostać pochowani, jednak po 10 latach ich doczesne szczątki zmieniają miejsce pobytu na inną wyspę. Pobyt stały mają tu zagwarantowany przede wszystkim najbardziej zasłużone osobistości.

Co warto zobaczyć?
• Cmentarz jest podzielony na sekcje. Ma część katolicką, protestancką, prawosławną oraz kwatery przeznaczone wojska, kapłanów i mniszek. Jest też imponujących rozmiarów kolumbarium. Cmentarz jest mały, więc dość łatwo odnaleźć na nim znajome nazwiska - mapka nekropolii pomaga w tym tylko trochę (zauważyliście, że mapy cmentarzy są bardzo niedokładne? San Michele nie stanowi wyjątku). Leżą tu Christian Doppler, Igor Strawiński, Sergiusz Diagilew, Ezra Pound, Josif Brodski.
Jak dopłynąć?
Z Fondamete Nove tramwajem nr 4.2. i 4.1. Kursuje co 20 minut. Oglądanie San Michele dobrze połączyć ze zwiedzaniem Murano – przystanek jest na trasie linii vaporetto płynącego do Murano.

Poza najczęściej odwiedzanymi przez turystów wyspami, są też wysepki mniej znane i dosyć dziwne.
San Servolo. Stoi tu dawny klasztor benedyktyński. W 1725 roku urządzono w nim szpital psychiatryczny przeznaczony wyłącznie dla weneckiej szlachty. Potem nastał Napoleon i zarządził demokrację: dostęp do szpitala otwarto dla przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Szpital funkcjonował jeszcze przez dwieście lat, aż w końcu lat 70-tych XX wieku został zamknięty. Dzisiaj w budynku znajduje się Muzeum Szpitala Psychiatrycznego. Można w nim się na przykład dowiedzieć, jak leczono choroby psychiczne przez ostatnie 300 lat. Dojedziecie na te wysepkę tramwajem nr 20 z przystanku San Zaccaria/San Marco.

Lazzaretto Vecchio. Od 1423 roku izolowano w tym miejscu chorych na dżumę. Była to pierwsza wyspa na świecie zarezerwowana wyłącznie dla ofiar epidemii.
Lazzaretto Nuovo. Osoby i towary podejrzewane o możliwość zaniesienia do Wenecji zarazy odbywały na niej kwarantannę. Ładunki były w celach antyseptycznych spryskiwane rozmarynem i jałowcem. Ludzie raczej nie. W 1576 roku podczas epidemii dżumy na wyspie przebywało dziesięć tysięcy osób.
Obie wyspy z lazaretami można zwiedzać wyłącznie zapisując się na zorganizowaną wycieczkę, tylko w niektórych porach roku.
San Francesco del Deserto. Jest tu działający do dzisiaj klasztor franciszkanów. Wysepka została wybrana kiedyś przez samego świętego Franciszka z Asyżu na miejsce duchowego odosobnienia.
Sant’Erasmo oraz le Vignole to dwie zielone wyspy, na których uprawia się warzywa, owoce i winorośl.
Poveglia była kiedyś kwitnącą wysepką z własnym rządem. Dzisiaj jest opuszczona. Po wojnie z Genuą pod koniec XIV wieku podupadła i stała się miejscem pełnym życiowych rozbitków. Schronienie znajdowały tu ofiary epidemii, funkcjonował szpital dla umysłowo chorych i przytułek dla starych osób, których nie chciano nigdzie indziej. Mieszkańcy Poveglii zostawali w niej na zawsze, dlatego mroczna miejska legenda mówi, że wyspa zbudowana jest w połowie z ludzkich prochów.

Jak się dostać z lotniska do Wenecji?
• Autobus do Piazzale Roma, jedzie ok. 20 minut, kosztuje 12 euro ↓↓↓
• Prom Alilaguna, płynie 30 minut do godziny, w zależności od przystanku końcowego. Są trzy linie płynące różnymi trasami: niebieska, pomarańczowa i czerwona, działająca tylko w sezonie letnim. Najprostszy rozkład jazdy znajdziecie tutaj ↓↓↓
• Taksówka wodna. Jej koszt (zwykle powyżej 100 euro) jest łatwiejszy do dźwignięcia, jeśli podróżujecie w kilka osób.
• Taksówka typu shared taxi, ok 40 euro od pasażera, zatrzymuje się przy hotelach wzdłuż Canale Grande i przy Hilton Stucky na wyspie Giudecca. Ceny sprawdzicie tutaj ↓↓↓

Jak poruszać się po Wenecji?
Jeśli planujecie przemieszczać się wodnymi tramwajami, przyda się Wam aplikacja AVM. Jest dostępna po angielsku i wygląda tak ↓↓↓
lub tak ↓↓↓
Znajdziecie tam listę przystanków, trasy poszczególnych linii oraz rozkłady jazdy. Te ostatnie są raczej orientacyjne. Nauka korzystania z tej aplikacji kosztowała mnie trochę nerwów, ale nadal uważam, że jest niezastąpiona.
Uwaga: przystanki vaporetto oznaczane są literami. Z tego samego miejsca wypływają różne linie, więc zwracajcie uwagę, czy startujecie z przystanku A, B czy C, itd.
Przyda się też bilet jedno lub kilkudniowy, zwłaszcza, jeśli zamierzacie korzystać często z transportu wodnego. Bilet 75-minutowy kosztuje 9,50 euro. Zdecydowanie bardziej opłaca się kupić bilety całodzienne, które mają w sobie również cenę jednorazowego przejazdu z lotniska lub na lotnisko. Bilet jednodniowy to 25 euro, dwudniowy - 35 euro, trzydniowy - 45 euro, siedmiodniowy - 65 euro.
Bilety dostępne na www.veneziaunica.it oraz na www.muoversivenezia.it (tutaj znajdziecie też mapę interaktywną transportu w Wenecji).




Komentarze