Dziewięć powodów, by odwiedzić Sewillę
- Katarzyna Stachowicz

- 21 mar
- 16 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 30 mar
Każdy znajdzie w tym mieście coś dla siebie. Można tu oddać hołd piętnastu procentom Krzysztofa Kolumba, wziąć udział w wielotysięcznej procesji o pierwszej w nocy albo iść na Grzyby.
Po raz pierwszy przyjechałam do stolicy Andaluzji przez Artura Pereza Reverte. Motto, jakie wybrał do jednej z powieści brzmiało bowiem „nikt nie mógłby wymyślić takiego miasta jak Sewilla”. Musiałam sprawdzić, czy aby na pewno.

Sewilla jest jednym z tych miejsc, które wyglądają jak wyjęte z literackiego opisu. Znajdowała się tu fabryka cygar, w której pracowała piękna robotnica o imieniu Carmen, znana ze słabości do torreadorów i przemytników. Najbardziej spektakularne części miasta pełnią też czasem rolę gotowej scenografii do filmów. Pod kolumnami Placu Hiszpańskiego spacerowali Anakin Skywalker i Padmé Amidala w drugiej części Gwiezdnych Wojen. Alkazar zagrał Jerozolimę w Królestwie Niebieskim Ridleya Scotta, a królewskie ogrody wystąpiły w Grze o Tron.

Chodząc po Sewilli można mieć wrażenie, że miasto komunikuje się na swój sposób z mieszkańcami. Na ścianach domów znajdziecie graffiti z sylwetkami jak z teatrzyku cieni, ułożone z kafelków święte obrazy oraz całkiem nieświęte reklamy wina, oliwy i samochodów. W wielu miejscach traficie też na słowo NO8DO: znajdziecie je na budynkach, na pokrywach studzienek, na słupach latarni, w miejskich ogłoszeniach i na dzwonnicy katedry.

Łatwo to odszyfrować, jeśli się wie, że ósemka symbolizuje motek wełny. Nie dlatego, że Sewilla jest wielkim ośrodkiem przędzalniczym (nie jest). Ale motek po hiszpańsku to madeja. Napis można zatem odczytać no-madeja-do, albo no me ha dejado – [Sewilla] nigdy mnie nie opuściła, i o to właśnie chodzi. Dewizę tej treści nadał miastu w XIII wieku król Alfonso X, w podzięce za wsparcie mieszkańców w wojnie o sukcesję.

Arabowie i Berberzy z północnej Afryki, nazywani w Andaluzji Maurami, podbili Półwysep Iberyjski na początku VIII wieku. Nowe terytorium nazwali al-Andalùs. Na północy zostali szybko wyparci, więc w XI wieku półwysep był podzielony na chrześcijańską północ i muzułmańskie południe. W ramach rekonkwisty chrześcijańscy władcy odzyskali Kordobę (1236) roku oraz Sewillę (1248). Okolice Grenady, ostatnią mauretańską enklawę na półwyspie, odbili królowie katoliccy, czyli Ferdynand i Izabela, w roku 1492.
Sewilla jest miejscem, w którym przenikają się elementy kultury zachodnioeuropejskiej i chrześcijańskiej z tym, co orientalno-islamskie. Przypomina mi pod tym względem Stambuł. O najwiekszym mieście w Turcji pisałam wcześniej, teraz chciałabym Wam opowiedzieć o stolicy Andaluzji. Listę jej najciekawszych atrakcji (z całą pewnością niekompletną!) znajdziecie w tekście poniżej.

Atrakcja numer jeden: Grzyby
Z ich kapeluszy rozciąga się wspaniały widok na miasto. Wyrosły w miejscu, gdzie znajdował się kiedyś pierwszy targ żywnościowy w Sewilli, El Mercado de la Encarnación. Działał on od 1892 do 1973 roku.

Powstały dzięki ruinom, co nie powinno dziwić w przypadku grzybów. W miejscu dzisiejszej niezwykłej budowli miał powstać najpospolitszy w świecie parking. Kiedy w okolicy odkryto pozostałości rzymskich budowli, stało się jasne, że o parkingu nie ma mowy. Powstał za to projekt nowoczesnej struktury, która pomogłaby zachować rzymskie zabytki, a przy okazji tchnęła nowe życie w przymierającą z nudy dzielnicę.

Ich oficjalna nazwa brzmi Metropol Parasol, bo stanowią cienistą oazę w sercu upalnego miasta. Ale Sewilczycy mówią o nich Las Setas, czyli Grzyby.
To największa drewniana struktura na świecie: ma 150 metrów długości, 70 metrów szerokości, a wysoka jest na 26 metrów.
Na parterze jest targ, pod ziemią - muzeum z arabskimi i rzymskimi ruinami, a na dachu - punkt widokowy. Wieczorami organizowane są tu spektakle „dźwięk i światło”. Doskonałym punktem, by obejrzeć Grzyby, jest bar znajdujący się na dachu hotelu tuż obok (hotel nazywa się Palace Sevilla).

Żeby wjechać lub wejść na kapelusze Las Setas, będziecie potrzebowali biletu. Bilet uprawnia do odwiedzenia Grzybów dwa razy w ciągu 48 godzin. I ma to sens: drewnianą strukturę warto obejrzeć i w dzień, i tuż przed zachodem słońca.
A tu można obejrzeć, jak to wszystko wygląda ↓↓↓

Po pierwszej wizycie zachowajcie bilet. Będziecie musieli zgłosić się z nim do kasy i wymienić na nowy (odstawszy swoje w tej samej kolejce, co po bilety). Wejście do struktury jest na poziomie -1. Jeśli chcecie popatrzeć na zachód słońca, zameldujcie się na górze sporo wcześniej, bo kolejki są niebywałe.
Metropol Parasol/Setas de Sevilla, Pl. de la Encarnación, s/n, Casco Antiguo. Otwarte codziennie od 9.30 do 23.45. Bilety w cenie 16 euro. setasdesevilla.com

Atrakcja numer dwa: katedra
Jest miejscem tak wyprutym z transcendencji, jak tylko się da. Atmosferą przypomina mi nie świątynię, lecz supermarket budowlany lub halę odlotów na lotnisku: jest harmider, tłok i chaos. I wiecie co? Wcale nie szkodzi. Bo to niezwykła budowla wypełniona fascynującymi przedmiotami. A jeśli szukacie wyciszenia, wejdźcie do dowolnego starego kościoła w Sewilli.

Największą atrakcją katedry jest grobowiec, w którym spoczywają fragmenty Krzysztofa Kolumba. Kolumb podróżował bowiem za życia i wcale nie przestał podróżować po śmierci.
Pochowano go najpierw w Valladolid w Hiszpanii. Potem przeniesiono do klasztoru kartuzów w Sewilli. Ponieważ odkrywca chciał być pochowany w Ameryce, jego szczątki przewieziono do Santo Domingo w Dominikanie. Kiedy Hiszpania utraciła władzę nad Dominikaną, ciało Kolumba przeprowadzono do Hawany. I to wcale nie koniec.

Kiedy Hiszpanie przestali rządzić na Kubie, biedny Kolumb odbył podróż powrotną do Sevilli w 1898 roku i tam być może pozostał. Piszę być może, bo w międzyczasie w świątyni w Santo Domingo odnaleziono ołowiane pudełko z napisem Znakomity i wspaniały człowiek Don Colón. No i klops, bo Dominikana nie zgadza się na genetyczne badanie zwartości pudełka. Przeprowadzone w 2006 roku testy DNA ludzkich szczątków z katedry w Sewilli udowodniły, że część pochowanych w złotym grobowcu kości należy do Kolumba. Ci z Santo Domingo jednak się nie poddają i twierdzą, że mają Kolumba u siebie.

Przypatrzcie się trumnie niesionej przez królów. Jest na niej herb Kolumba: z zamkiem i lwem na górze, oraz pięcioma kotwicami i symbolami odkrytych lądów w dolnej części. Wśród tych ornamentów ukryto trzy dziurki od klucza. Otwarcie zamka daje dostęp do niewielkiej komory z ołowianą urną z kośćmi Kolumba. Zawartość urny waży ok 150 g. Naukowcy obliczyli, że odpowiada to plus/minus 15 proc. wagi całego szkieletu.

Poza Kolumbem do obejrzenia jest jeszcze krokodyl, zawieszony pod sklepieniem w jednej z naw kościoła. Skąd taka dziwna ozdoba? Po rekonkwiście sułtan Egiptu Bajbars I wysłał do Sewilli posłów, by nawiązać przyjazne relacje i poprosić o rękę księżniczki Berengueli. Posłowie przywieźli władcom Hiszpanii prezenty: drogie tkaniny, wyszukane wonności i dziwne zwierzęta. Były wśród nich zebra, żyrafa i krokodyl. Ręki odmówiono dyplomatycznie i delikatnie, ale menażeria została. Krokodyl znalazł dom w jednym ze zbiorników wodnych w ogrodach Alkazaru. Po śmierci został wypchany i wystawiony do podziwiania. W dzisiejszych czasach obejrzycie jednak krokodyla zastępczego, bo zamiast mumii wisi drewniana figura.

Nie wychodźcie z katedry nie rzuciwszy okiem na główny ołtarz. Byłoby przecież przykro przegapić największą gotycką nastawę ołtarzową w całym świecie chrześcijańskim. Ma ona wymiary 28 na 18 metrów, jest zatem sporo większa od kortu tenisowego do debla. Ołtarz składa się z czterdziestu czterech rzeźbionych paneli ze scenami z życia Jezusa i Marii oraz ponad dwustu figur.

Patronkami Sewilli są święte Justa i Rufina, dwie dziewczyny urodzone w dzielnicy Triana i pracujące w wytwórniach azulejos w III wieku n.e. Kiedy odmówiły uczestnictwa w procesji na cześć bogini Wenus, zostały rzucone lwom na pożarcie. Dzikie bestie nie zrobiły im jednak krzywdy, więc obie święte bywają przedstawiane z łaszącymi się do nich lwami.

Znajdująca się przy katedrze Giralda była w czasach Maurów minaretem, teraz jest dzwonnicą. W środku zamiast schodów jest rampa zbudowana z 35 odcinków. Jedna z legend mówi, że pochylnia miała ułatwiać życie muezzinowi, który pokonywał trasę do góry na osiołku, by pięć razy dziennie wezwać wiernych do modlitwy. Inna legenda opowiada o władcy, który życzył sobie wjeżdżać na wieżę konno.

Dzwonnica zawdzięcza nazwę kurkowi na dachu, czyli el giraldillo. W Sewilli kurek ma postać kobiety - replikę tej figury możecie obejrzeć przy wejściu do katedry od strony Puerta del Principe.

Bilety do katedry kupujcie z wyprzedzeniem (co najmniej dwa tygodnie). Rano i późno po południu jest najmniej ludzi. Jeśli planujecie zwiedzanie rano, zaczynajcie od wejścia na Giraldę, zanim przyjdzie więcej osób. Jeśli będziecie na wieży o pełnej godzinie lub w pół do pełnej godziny, usłyszycie bijące dzwony z bardzo bliska.
Giralda i katedra w Sewilli, Av. de la Constitución, s/n Casco Antiguo. otwarte codziennie poza dniami świąt religijnych, od poniedziałku do soboty w godz. 10.45 -18.00, w niedziele i święta od 14.30 do 18.00. Bilety w cenie 35,90 euro (z audoprzewodnikiem, wstępem bez kolejki do katedry i wejściem na dzwonnicę) trzeba bukować z wyprzedzeniem. catedralsevilla.com

Atrakcja numer trzy: Alkazar
To najstarszy królewski pałac w Europie będący wciąż w użyciu. Hiszpańska rodzina królewska ma tu bowiem swoją miejską rezydencję.

Do zwiedzenia są wspaniałe wnętrza pałacu. Warto też przewidzieć sporo czasu na oglądanie ogrodów. Spacer w cieniu drzew palmowych, wśród stawów i fontann jest tak przyjemny w upalny dzień, że nie będziecie mieli ochoty się stamtąd ruszać. W ogrodach jest też kawiarnia, w której miło jest zasiąść na kawę lub lekki obiad. O ile oczywiście uda Wam się znaleźć wolny stolik, co w sezonie nie jest wcale łatwe.

Obejrzyjcie koniecznie część pałacu zwaną Baňos de Maria de Padilla. Było to ponoć ulubione miejsce ukochanej króla Pedro I Okrutnego, Marii. Podziemne zbiorniki wody pitnej latem działały jak klimatyzacja: w wypełnionych wodą salach temperatura była niższa o kilka stopni od tej w naziemnych częściach pałacu.

Maria de Padilla musiała być kobietą nietuzinkową. W 1352 roku wprowadziła się do Alkazaru z królem Pedro I i urodziła mu czworo dzieci. W międzyczasie król był żonaty dwa razy, z powodów polityczno-dynastycznych. Kiedy Maria zmarła w 1361 roku, król zmusił arcybiskupa Toledo, by anulowal dwa poprzednie królewskie związki i uświęcił sekretny ślub, jaki Pedro zawarł z Marią w obecności świadków w 1352 roku. Maria de Padilla została uznana za królową i miała prawo do pochówku w katedrze, gdzie jej szczątki są do dzisiaj.
Real Alcázar de Sevilla, Casco Antiguo. otwarty codziennie od 9.30 do 19.00. Ostatnie wejście dla zwiedzających o godz. 18.15. Bilety w cenie 39 euro (z audioprzewodnikiem) trzeba bukować z wyprzedzeniem. W niektórych przypadkach nie dostaniecie biletów mailem, lecz będą one do odebrania przed zwiedzaniem, w Meeting Point - informacja na ten temat znajduje się w mailowym potwierdzeniu rezerwacji biletów. alcazarsevilla.com

Atrakcja numer cztery: kafelki
W Sewilli ceramika jest wszędzie: na fasadach domów, w kościołach, na podstopniach schodów, w przejściach podziemnych. Pomysł na wykładanie wnętrz kolorowymi płytkami przywieźli Arabowie. Al-zellige to po arabsku polerowany kamień - od tego określenia pochodzi słowo azulejos.

W okolicach miasta jest sporo pokładów gliny niezbędnej do rozwoju ceramicznych manufaktur. Kafelki stały się dzięki temu specjalnością Sewilli już w XIII wieku. Po rekonkwiście geometryczne wzory na kafelkach zaczęły ustępować miejsca motywom roślinnym, wizerunkom świętych, obrazom przedstawiających ludzi, zwierzęta i krajobrazy.

Najlepszym miejscem na oglądanie kafelków jest muzeum ceramiki w dzielnicy Triana. Dość trudno je wypatrzeć, bo wejście jest wciśnięte między budynki mieszkalne.

Warto się tu wybrać z dwóch powodów: po pierwsze dowiecie się wszystkiego o sztuce wytwarzania azulejos, po drugie - schronicie się przed palącym słońcem i upałem w środku dnia.
Centro Cerámica Triana, Calle Callao, 16. Otwarte od wtorku do niedzieli w godzinach 10.00-19.00. Bilet kosztuje ok 2 euro, młodzież poniżej 15 roku życia nie płaci.

Najwięcej kafelków znajdziecie na Plaza de Espaňa, reprezentacyjnym placu, który jest cały wyłożony ceramiką. Wzniesiona z okazji Wystawy Iberoamerykańskiej w 1929 roku budowla to mieszanka stylów art deco, hiszpańskiego neorenesansu, neobaroku i neo-mudejar.

Do ozdobienia Placu Hiszpańskiego użyto ponad siedem tysięcy ceramicznych płytek. Miejsce ma w sobie kiczowaty urok filmowej dekoracji - zagrało zresztą na przykład w jednej z części Gwiezdnych Wojen.

Atrakcja numer pięć: muzea
Jest ich w Sewilli wiele, ale chciałabym Wam szczególnie polecić dwa z nich. Jedno tradycyjne i jedno nowoczesne, czyli Museo de Bellas Artes oraz CAAC.
Muzeum sztuk pięknych jest uważane za drugą po Prado najważniejszą kolekcję obrazów starych i nowych mistrzów w Hiszpanii. Znajdziecie tu prace artystow tworzących od XIII do XX wieku, ale główna część kolekcji to tzw. barok sewilski, z dziełami Zurbarana, Murilla, Valdesa Leal i Francisco de Herrera Starszego.
Akademia Sztuk Pięknych w Sewilli wypracowała w XVII wieku własną szkołę malarską – szkołę sewilską. Artyści tworzący w tym nurcie - Velázquez, Murillo, Zurbarán - lubowali się w światłocieniach i poświęcali głównie malarstwu religijnemu.

Muzeum mieści się w siedemnastowiecznym klasztorze, warto więc rzucić okiem na wnętrza i patio z niewielkim, ale starannie zaprojektowanym ogrodem.
Pod wieloma starymi obrazami wiszącymi w tym muzeum znajdziecie adnotację desamortización. Oznacza to dzieła należące kiedyś do majątku klasztornego, skonfiskowane przez państwo w XIX wieku.
W muzeum wisi między innymi ten fantastyczny obraz Zurbarana, przedstawiający świętego ze smokiem ↓↓↓

Museo de Bellas Artes, Plaza del Museo 9. Otwarte od wtorku do soboty w godz. 9.00-21.00, w neidziele od 9.00 do 15.00, nieczynne w poniedziałki. UWAGA: w sierpniu muzeum pracuje od wtorku do niedzieli, w godz. 9.00-15.00. Bilet kosztuje 1,50 euro. museosdeandalucia.es

Muzeum sztuki nowoczesnej CAAC wygląda z zewnątrz bardzo klasycznie, bo urządzono je w dawnym klasztorze kartuzów. Przechodząc przez bramę śmietankowożółtego budynku traficie do świata artystycznej awangardy. I to natychmiast: z okien budynku od strony podwórza zwiesza się monstrualnych rozmiarów dłoń, a z drugiego okna wygląda kobieca twarz, przywodząca na myśl nieco postarzałą Alicję w Kranie Czarów.

Muzeum położone jest na dawnych terenach Expo’92, na południowym brzegu rzeki. Można tam przejść spacerem z centrum miasta, przez most Puente de la Cartuja oraz tereny dawnego Expo. Spod katedry do muzeum jest do przejścia ok. 3 km.

Na wyspie Cartuja znajdowały się liczne groty, w których wydobywano glinę na potrzeby ceramicznych zakładów. Kiedy w jednej z takich kopalni znaleziono wizerunek matki boskiej, założono w tym miejscu kaplicę Santa Maria de la Cuevas, czyli Najświętszej Marii z Jaskini.

W XV wieku ustanowiono tu klasztor franciszkański. Na początku XIX wieku został splądrowany przez wojska Napoleona i zamieniony w wojskowe baraki. W 1812 roku armia napoleońska sobie poszła. Kompleks był opuszczony, a w 1835 objął go dekret o zamknięciu wszystkich klasztorów w Hiszpanii. Potem teren kupił pewien przedsiębiorca z Liverpoolu i założył tu fabrykę porcelany i płytek ceramicznych. Pracowała do 1982 roku. Potem popadła w ruinę, ale dzięki Expo udało się teren zrewitalizować. Od końca XX wieku działa tu muzeum sztuki współczesnej.

Na terenie kompleksu jest pomnik na cześć Krzysztofa Kolumba, a konkretnie - jeśli wczytać się w napis na cokole - na cześć prochów odkrywcy, które były pochowane w tym miejscu od 1513 do 1536 roku.
CAAC Centro Andaluz de Arte Contemporáneo, Cartuja de Santa Maria de la Cuevas, C. Américo Vespocio, 2. Owtarte od wtorku do soboty w godz. 10-20, w niedziele od 10 do 15.30, w poniedziałki zamknięte. Bilet kosztuje 3 euro. www.caac.es

Atrakcja numer sześć: madonny
Matka Boża od Nadziei, którą podziwiać można w bazylice Maria Santissima de la Esperanza Macarena zrobiona jest z drewna i jest dziełem nieznanego artysty z końca XVII wieku. Rzeźba ma rozmiary żywego człowieka i dość niepokojące atrybuty lalki: ma perukę z ludzkich włosów, usta z pełnym uzębieniem, płacze szklanymi łzami, posiada też rozbudowaną garderobę, bo jest przebierana na specjalne okazje. Na początku XX wieku La Macarena została ubrana w płaszcz ozdobiony haftem ze złotej nici. Co jakiś czas płacząca Madonna dostaje nową koronę, pelerynę lub inne modowe akcesorium.

Najświętsza Panienka z Macareny jest czczona jako patronka torreadorów. Zielone ametystowe brosze podarował matce boskiej torreador José Ortega. Tylko raz Madonna ubrana była w czarne szaty – w czasie żałoby, kiedy to byk wygrał z Ortegą.

W 2025 roku konserwacja rzeźby wywołała skandal: madonna po face liftingu miała dłuższe rzęsy, nieco inną karnację i zmieniony wyraz twarzy, co obudziło słuszny gniew wiernych oraz opiekującego się postacią Bractwa Macarena. W sierpniu 2025 rzeźba została wysłana do nowego zakładu konserwatorskiego, który ma przywrócić madonnie z Macareny dawny wygląd. Opis całej awantury macie tutaj ↓↓↓

Sewilla jest centrum andaluzyjskiego kultu maryjnego i doprawdy nie da się tego nie zauważyć. Wizerunki matki boskiej będziecie napotykać co krok. Od bogato ubranych figur pięknych kobiet bije rozdzierający smutek.
![Najwięcej ludzi jest w Sewilli podczas Wielkiego Tygodnia. I właśnie wtedy warto choć raz w życiu się tam wybrać, bo w kościołach i na ulicach dzieją się rzeczy niezwykłe. Zdj. [1] CC BY 2.0, via Wikimedia Commons.](https://static.wixstatic.com/media/f1c5b4_b1b2a102905941acb4060aec38a35f93~mv2.jpg/v1/fill/w_980,h_653,al_c,q_85,usm_0.66_1.00_0.01,enc_avif,quality_auto/f1c5b4_b1b2a102905941acb4060aec38a35f93~mv2.jpg)
Raz do roku piękne madonny wyruszają w miasto. W ramach wielkotygodniowych procesji platformy ze świętymi rzeźbami obnoszone są po ulicach do późnej nocy przez ponad 70 pokutnych bractw.
Życie w mieście mocno się wtedy komplikuje: wiele ulic jest zamkniętych dla ruchu kołowego, a na chodnikach ustawione są rzędy krzesełek (bo miejsca na obserwowanie uroczystości kościelnych można sobie – z dużym wyprzedzeniem – zarezerwować). Zdarzyło mi się być w Sewilli podczas wielkiego tygodnia i uważam, że to przeżycie jedyne w swoim rodzaju.

Najświętsza Panienka z Macareny jest opiekunką nie tylko torreadorów, ale także krawców, Romów oraz - nie wiedzieć czemu - osób przekazujących swoją wątrobę do przeszczepu.
Czczona w Sewilli madonna bardzo się różni od postaci matki z Dzieciątkiem, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Sewilskie madonny wyobrażają dojrzałe macierzyństwo. Są więc na końcu rodzicielskiej drogi, nie na jej początku. Wszystko co straszne – czyli śmierć syna – już się wydarzyło i andaluzyjska matka boska stoi sama.

Atrakcja numer siedem: wystawy
Nie artystyczne. Sklepowe. Tak różne od przeciętnych sklepowych wystaw, że gdyby nagle coś teleportowało mnie do tego miasta, od razu bym zgadła, że jestem w Sewilli.
Najbardziej fascynują mnie dziesiątki sklepów z dewocjonaliami, które mogłyby być rekwizytami w horrorach. Znajdziecie w nich na przykład figurki dzieci wyglądające jak młodzi adepci Ku Klux Klanu oraz statuetki chłopców w księżych habitach. Nie można od nich oderwać pełnego grozy spojrzenia.

Flamenco narodziło się ponoć właśnie w Sewilli. Dlatego sklepy z gotowymi sukniami oraz przybytki oferujące tkaniny do szycia strojów do tańca są znakiem firmowym Sewilli, podobnie jak płaczące madonny. Nie umiem za bardzo tańczyć, a już na pewno byłoby lepiej, żebym nie próbowała sił we flamenco, ale i tak bele kolorowych materiałów mają dla mnie nieodpartą magię.

Wystawom prezentującym stroje do tańca towarzyszą sklepy z wachlarzami, akcesorium bardzo ważnym we flamenco. Za pomocą wachlarza kobiety w Andaluzji umiały przekazywać czytelne komunikaty.

Piękny, choć malutki, bardzo stylowy sklep z kapeluszami wygląda jak wyjęty ze starego filmu. Znajdziecie go przy jednej z najstarszych handlowych ulic w Sewilli, czyli calle Sierpes.
Maquedano, C. Sierpes 40

Papeleria Ferrer to miejsce, w którym chciałabym wykupić całość asortymentu. Jeśli lubicie robić odręczne notatki w pięknych notesach, rysować, wycinać czy wyklejać, będziecie oczarowani.

Założony w 1856 roku sklep działa do dzisiaj, w tym samym miejscu co zawsze, z niewiele zmienionym wystrojem. Przetrwał wojny, kryzysy ekonomiczne, epokę komputerów i pandemię koronawirusa. Jest ponoć najstarszym sklepem papierniczym w Hiszpanii. I z pewnością jednym z najpiękniejszych.
Papeleria Ferrer, C. Sierpes 5. Otwarte poniedziałek-piątek 9.30-20.30 , w soboty od 10 do 14.

Atrakcja numer osiem: pomarańcze
Rośnie tu (w zależności od źródeł) od 15 do 25 tysięcy pomarańczowych drzewek. Tak czy owak więcej niż w jakimkolwiek innym mieście na świecie. Pierwsze sadzonki przywieźli do Sewilli Maurowie w XII wieku: pachnące drzewka dawały cień, były piękne, a z ich kwiatów wytwarzano pachnidła.

Nikomu nie przychodzi do głowy, by dojrzałe owoce zrywać i zjadać prosto z drzewa - sewilskie pomarańcze są bowiem bardzo gorzkie. Robi się z nich przetwory: uwielbianą przez Anglików konfiturę z gorzkich pomarańczy oraz likier Cointreau. Gorzkie pomarańcze są też niezastąpione w perfumiarstwie.
Zastosowanie w perfumach znajdują wszystkie części rośliny. Każda zaś pachnie inaczej: kwiaty (słodkie nuty neroli), skórka (cytrusowe nuty bigarade) oraz łodyżki i listki (świeży, zielony akord petitgrain).

Na ulicach Sewilli zobaczycie być może zbieranie pomarańczy. Pod drzewko podjeżdża specjalny samochód służb miejskich i rozpina wokół pnia coś w rodzaju parasola ustawionego do góry nogami, do którego wpadają strząśnięte z gałęzi owoce.
Spróbujcie też koniecznie lodów pomarańczowych. Mnie najlepsze wydały się te z dodatkiem kandyzowanej skórki pomarańczowej.

Atrakcja numer dziewięć: jedzenie
Alfonso X, ten sam, który dał miastu motto z motkiem wełny, wydał też zarządzenie, że tawerny nie mogą podawać wina bez zagrychy. W ten sposób przeciwdziałano nietrzeźwości, a Sewilla stała się ojczyzną fantastycznych przekąsek nazwanych tapas. Wśród dań "na jeden ząb" są między innymi krokiety, zapiekane ziemniaki, krewetki, marynowane anchois, pieczone pieczarki, oliwki, warzywna sałatka z majonezem i smażone papryczki padrón.

Tapas to porcje na jeden kęs. Jeśli jesteście głodni, zamawiajcie więc raczej raciones, podawane na dużych talerzach jak dania obiadowe. Tapas i raciones różnią się zwykle tylko rozmiarem.

Na żywnościowym zadaszonym targowisku Mercado Triana można zjeść coś pysznego i przekonać się po raz kolejny, że Hiszpania jest krajem papryki, fasoli i ryb. Nad stoiskami zobaczycie wizerunki Chrystusa i matki Boskiej. Jesteście tu najwyraźniej pod opieką i w dobrych rękach - nie wyobrażam sobie, by pod świętą figurą można było opychać klientom jamón ibérico drugiej świeżości.
Mercado de Triana, C. San Jorge, 6. Czynne od poniedziałku do soboty, od 9 do 15 (w czwartki godziny otwarcia bywają inne, sprawdzajcie więc na bieżąco).

Jest wiele pięknych miast, do których mogłabym wrócić, ale wcale nie muszę. Do Sewilli mogłabym podróżować co roku. Może dewiza miasta działa jak zaklęcie? Bo Sewilla jakoś nie chce mnie opuścić...



Komentarze