top of page

Dziewięć powodów, by odwiedzić Sewillę

  • Zdjęcie autora: Katarzyna Stachowicz
    Katarzyna Stachowicz
  • 21 mar
  • 16 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 30 mar

Każdy znajdzie w tym mieście coś dla siebie. Można tu oddać hołd piętnastu procentom Krzysztofa Kolumba, wziąć udział w wielotysięcznej procesji o pierwszej w nocy albo iść na Grzyby.


Po raz pierwszy przyjechałam do stolicy Andaluzji przez Artura Pereza Reverte. Motto, jakie wybrał do jednej z powieści brzmiało bowiem „nikt nie mógłby wymyślić takiego miasta jak Sewilla”. Musiałam sprawdzić, czy aby na pewno.

Chodząc po Placu Hiszpańskim już wiedziałam: nikt nie dałby rady wymyślić takiego miasta. Czytajcie jednak dalej, proszę. Zdj. Alex B/Pixabay
Chodząc po Placu Hiszpańskim już wiedziałam: nikt nie dałby rady wymyślić takiego miasta. Czytajcie jednak dalej, proszę. Zdj. Alex B/Pixabay

Sewilla jest jednym z tych miejsc, które wyglądają jak wyjęte z literackiego opisu. Znajdowała się tu fabryka cygar, w której pracowała piękna robotnica o imieniu Carmen, znana ze słabości do torreadorów i przemytników. Najbardziej spektakularne części miasta pełnią też czasem rolę gotowej scenografii do filmów. Pod kolumnami Placu Hiszpańskiego spacerowali Anakin Skywalker i Padmé Amidala w drugiej części Gwiezdnych Wojen. Alkazar zagrał Jerozolimę w Królestwie Niebieskim Ridleya Scotta, a królewskie ogrody wystąpiły w Grze o Tron.

Cztery graffiti: pantera z tekstem "Black is the new pink", osoba walcząca z orłem, tancerz flamenco z kosmitą, sylwetka z niebieskimi skrzydłami.
Czarne stemple na murach sewilskich kamienic układają się w tajemnicze historie.

Chodząc po Sewilli można mieć wrażenie, że miasto komunikuje się na swój sposób z mieszkańcami. Na ścianach domów znajdziecie graffiti z sylwetkami jak z teatrzyku cieni, ułożone z kafelków święte obrazy oraz całkiem nieświęte reklamy wina, oliwy i samochodów. W wielu miejscach traficie też na słowo NO8DO: znajdziecie je na budynkach, na pokrywach studzienek, na słupach latarni, w miejskich ogłoszeniach i na dzwonnicy katedry.

Kafelek pokazujący wysokość wody podczas powodzi wiosną 1892 roku. A informacja zaczyna się, a jakże, od NO8DO.
Kafelek pokazujący wysokość wody podczas powodzi wiosną 1892 roku. A informacja zaczyna się, a jakże, od NO8DO.

Łatwo to odszyfrować, jeśli się wie, że ósemka symbolizuje motek wełny. Nie dlatego, że Sewilla jest wielkim ośrodkiem przędzalniczym (nie jest). Ale motek po hiszpańsku to madeja. Napis można zatem odczytać no-madeja-do, albo no me ha dejado [Sewilla] nigdy mnie nie opuściła, i o to właśnie chodzi. Dewizę tej treści nadał miastu w XIII wieku król Alfonso X, w podzięce za wsparcie mieszkańców w wojnie o sukcesję.

Zachodzące słońce nad Sewillą. Na pierwszym planie giralda i katedra w ciepłym świetle. W tle błękitne niebo pełne ptaków.
Arabowie i Berberzy z północnej Afryki, nazywani w Andaluzji Maurami, podbili Półwysep Iberyjski na początku VIII wieku. Nowe terytorium nazwali al-Andalùs. Na północy zostali szybko wyparci, więc w XI wieku półwysep był podzielony na chrześcijańską północ i muzułmańskie południe. W ramach rekonkwisty chrześcijańscy władcy odzyskali Kordobę (1236) roku oraz Sewillę (1248). Okolice Grenady, ostatnią mauretańską enklawę na półwyspie, odbili królowie katoliccy, czyli Ferdynand i Izabela, w roku 1492.

Sewilla jest miejscem, w którym przenikają się elementy kultury zachodnioeuropejskiej i chrześcijańskiej z tym, co orientalno-islamskie. Przypomina mi pod tym względem Stambuł. O najwiekszym mieście w Turcji pisałam wcześniej, teraz chciałabym Wam opowiedzieć o stolicy Andaluzji. Listę jej najciekawszych atrakcji (z całą pewnością niekompletną!) znajdziecie w tekście poniżej.

Ludzie spacerują pod ogromną, nowoczesną strukturą w kształcie grzyba w Sewilli. Jasne niebo, wyraźna atmosfera turystyczna.
Konkurs na nową atrakcję w mieście wygrał niemiecki architekt Jürgen Mayer. Drewniane grzyby oddano do użytku w 2011 roku.

Atrakcja numer jeden: Grzyby

Z ich kapeluszy rozciąga się wspaniały widok na miasto. Wyrosły w miejscu, gdzie znajdował się kiedyś pierwszy targ żywnościowy w Sewilli, El Mercado de la Encarnación. Działał on od 1892 do 1973 roku.

Futurystyczna struktura z metalowym przejściem, w tle wieże i budowle. Jasne, beżowe kolory, przestrzenna kompozycja.
Na samej górze konstrukcji są dwie wijące się kładki-ścieżki. Spotykają się w punkcie widokowym El Mirador.

Powstały dzięki ruinom, co nie powinno dziwić w przypadku grzybów. W miejscu dzisiejszej niezwykłej budowli miał powstać najpospolitszy w świecie parking. Kiedy w okolicy odkryto pozostałości rzymskich budowli, stało się jasne, że o parkingu nie ma mowy. Powstał za to projekt nowoczesnej struktury, która pomogłaby zachować rzymskie zabytki, a przy okazji tchnęła nowe życie w przymierającą z nudy dzielnicę.

Dwóch chłopców gra w piłkę pod ogromną strukturą architektoniczną las Setas w Sewilli. W tle widać budynki i mężczyznę w niebieskim stroju zamiatającego chodnik.
Grzyby są pełne życia. Przychodzą tu oczywiście tysiące turystów, ale swoje miejsca mają też tubylcy.

Ich oficjalna nazwa brzmi Metropol Parasol, bo stanowią cienistą oazę w sercu upalnego miasta. Ale Sewilczycy mówią o nich Las Setas, czyli Grzyby.

To największa drewniana struktura na świecie: ma 150 metrów długości, 70 metrów szerokości, a wysoka jest na 26 metrów.

Na parterze jest targ, pod ziemią - muzeum z arabskimi i rzymskimi ruinami, a na dachu - punkt widokowy. Wieczorami organizowane są tu spektakle „dźwięk i światło”. Doskonałym punktem, by obejrzeć Grzyby, jest bar znajdujący się na dachu hotelu tuż obok (hotel nazywa się Palace Sevilla).

Nowoczesna struktura drewniana Las Setas w Sewilli w słoneczny dzień, na tle nieba i budynków z balkonami. Ciepłe, złote odcienie tworzą spokojny nastrój.
Z górnego piętra najlepiej jest zejść schodami i po drodze obejrzeć wystawę zdjęć dokumentujących powstawanie budowli.

Żeby wjechać lub wejść na kapelusze Las Setas, będziecie potrzebowali biletu. Bilet uprawnia do odwiedzenia Grzybów dwa razy w ciągu 48 godzin. I ma to sens: drewnianą strukturę warto obejrzeć i w dzień, i tuż przed zachodem słońca.

A tu można obejrzeć, jak to wszystko wygląda ↓↓↓


Ludzie spacerują po zakrzywionym, nowoczesnej kładce na dachu las Setas w Sewilli, z metalowymi barierkami o zmierzchu, na tle jasnego, bezchmurnego nieba.
Sewilla o zachodzie słońca jest niezrównanym widokiem. Dlatego właśnie o tej porze Las Setas są najbardziej oblężone.

Po pierwszej wizycie zachowajcie bilet. Będziecie musieli zgłosić się z nim do kasy i wymienić na nowy (odstawszy swoje w tej samej kolejce, co po bilety). Wejście do struktury jest na poziomie -1. Jeśli chcecie popatrzeć na zachód słońca, zameldujcie się na górze sporo wcześniej, bo kolejki są niebywałe.

Metropol Parasol/Setas de Sevilla, Pl. de la Encarnación, s/n, Casco Antiguo. Otwarte codziennie od 9.30 do 23.45. Bilety w cenie 16 euro. setasdesevilla.com


Katedra w Sewilli z bogatymi zdobieniami w słoneczny dzień. Zielone drzewa pomarańczowe na pierwszym planie, ludzie spacerują.
Sewilska katedra nie jest zbudowana na tradycyjnym planie krzyża, lecz na planie kwadratu. Na początku była bowiem meczetem. Fascynujący miks architektury islamskiej i chrześcijańskiej dostrzeżecie tu na każdym rogu.

Atrakcja numer dwa: katedra

Jest miejscem tak wyprutym z transcendencji, jak tylko się da. Atmosferą przypomina mi nie świątynię, lecz supermarket budowlany lub halę odlotów na lotnisku: jest harmider, tłok i chaos. I wiecie co? Wcale nie szkodzi. Bo to niezwykła budowla wypełniona fascynującymi przedmiotami. A jeśli szukacie wyciszenia, wejdźcie do dowolnego starego kościoła w Sewilli.

Wieża Giralda oświetlona nocą, żółte detale architektoniczne kontrastują z ciemnym niebem. Bogato zdobiona fasada.
To największa gotycka katedra na świecie i trzeci co do wielkości kościół (po Bazylice św. Piotra w Rzymie oraz Bazylice Aparecida w Brazylii).
Największą atrakcją katedry jest grobowiec, w którym spoczywają fragmenty Krzysztofa Kolumba. Kolumb podróżował bowiem za życia i wcale nie przestał podróżować po śmierci.

Pochowano go najpierw w Valladolid w Hiszpanii. Potem przeniesiono do klasztoru kartuzów w Sewilli. Ponieważ odkrywca chciał być pochowany w Ameryce, jego szczątki przewieziono do Santo Domingo w Dominikanie. Kiedy Hiszpania utraciła władzę nad Dominikaną, ciało Kolumba przeprowadzono do Hawany. I to wcale nie koniec.

Posągi w katedrze w Sewilli. Grobowiec Krzysztofa Kolumba, postacie w szatach, z koronami i insygniami. Tło z freskiem i gotyckimi zdobieniami. Złoty odcień, monumentalność.
Katedra jest w środku cała żółto-złota, więc wydaje się pełna światła.

Kiedy Hiszpanie przestali rządzić na Kubie, biedny Kolumb odbył podróż powrotną do Sevilli w 1898 roku i tam być może pozostał. Piszę być może, bo w międzyczasie w świątyni w Santo Domingo odnaleziono ołowiane pudełko z napisem Znakomity i wspaniały człowiek Don Colón. No i klops, bo Dominikana nie zgadza się na genetyczne badanie zwartości pudełka. Przeprowadzone w 2006 roku testy DNA ludzkich szczątków z katedry w Sewilli udowodniły, że część pochowanych w złotym grobowcu kości należy do Kolumba. Ci z Santo Domingo jednak się nie poddają i twierdzą, że mają Kolumba u siebie.

Grobowiec Krzysztofa Kolumba w Sewilli. Złote figury królów w bogato zdobionych płaszczach i koronach, trzymają miecze i insygnia w majestatycznym wnętrzu katedry.
Trumnę Kolumba dźwigają postacie symbolizujące cztery hiszpańskie królestwa: król Kastylii (w płaszczu z zamkiem), władca León (z lwem na piersi), władca Aragonii (z tarczą w pionowe pasy i płaszczem w nietoperze) oraz król Nawarry, w stroju z symbolami łańcuchów.

Przypatrzcie się trumnie niesionej przez królów. Jest na niej herb Kolumba: z zamkiem i lwem na górze, oraz pięcioma kotwicami i symbolami odkrytych lądów w dolnej części. Wśród tych ornamentów ukryto trzy dziurki od klucza. Otwarcie zamka daje dostęp do niewielkiej komory z ołowianą urną z kośćmi Kolumba. Zawartość urny waży ok 150 g.  Naukowcy obliczyli, że odpowiada to plus/minus 15 proc. wagi całego szkieletu.

We wnętrzu kościoła wypatrzycie perełki. Jak na przykład ten obraz, namalowany przez artystę z kręgu Quintena Massysa. Pietà, ok. 1510.
We wnętrzu kościoła wypatrzycie perełki. Jak na przykład ten obraz, namalowany przez artystę z kręgu Quintena Massysa. Pietà, ok. 1510.

Poza Kolumbem do obejrzenia jest jeszcze krokodyl, zawieszony pod sklepieniem w jednej z naw kościoła. Skąd taka dziwna ozdoba? Po rekonkwiście sułtan Egiptu Bajbars I wysłał do Sewilli posłów, by nawiązać przyjazne relacje i poprosić o rękę księżniczki Berengueli. Posłowie przywieźli władcom Hiszpanii prezenty: drogie tkaniny, wyszukane wonności i dziwne zwierzęta. Były wśród nich zebra, żyrafa i krokodyl. Ręki odmówiono dyplomatycznie i delikatnie, ale menażeria została. Krokodyl znalazł dom w jednym ze zbiorników wodnych w ogrodach Alkazaru. Po śmierci został wypchany i wystawiony do podziwiania. W dzisiejszych czasach obejrzycie jednak krokodyla zastępczego, bo zamiast mumii wisi drewniana figura.

Bogato zdobiony złoty ołtarz w katedrze w Sewilli z detalicznymi rzeźbami postaci, kwiatami i świecami w eleganckim wnętrzu kościoła.
Prace nad ołtarzem ze złoconego drewna rozpoczęto kilkanaście lat przed odkryciem Ameryki. Jego twórca pochodził z Flandrii.

Nie wychodźcie z katedry nie rzuciwszy okiem na główny ołtarz. Byłoby przecież przykro przegapić największą gotycką nastawę ołtarzową w całym świecie chrześcijańskim. Ma ona wymiary 28 na 18 metrów, jest zatem sporo większa od kortu tenisowego do debla. Ołtarz składa się z czterdziestu czterech rzeźbionych paneli ze scenami z życia Jezusa i Marii oraz ponad dwustu figur.

Obowiązkowe dla świętych męczeńskie palemki, do tego wyroby z Triany (porcelana), rozbite szczątki pogańskiego bożka, lew u stóp. Nic dodać nić ująć, czyli Święte Justa i Rufina autorstwa Francisca de Goya, 1817. Obraz wisi w katedrze w Sewilli.
Obowiązkowe dla świętych męczeńskie palemki, do tego wyroby z Triany (porcelana), rozbite szczątki pogańskiego bożka, lew u stóp. Nic dodać nić ująć, czyli Święte Justa i Rufina autorstwa Francisca de Goya, 1817. Obraz wisi w katedrze w Sewilli.
Patronkami Sewilli są święte Justa i Rufina, dwie dziewczyny urodzone w dzielnicy Triana i pracujące w wytwórniach azulejos w III wieku n.e. Kiedy odmówiły uczestnictwa w procesji na cześć bogini Wenus, zostały rzucone lwom na pożarcie. Dzikie bestie nie zrobiły im jednak krzywdy, więc obie święte bywają przedstawiane z łaszącymi się do nich lwami.
Wieża Giralda w Sewilli, z ceglaną ornamentyką, u góry figura, na tle błękitnego nieba. Na dole zielone liście, architektura gotycko-mudejarska.
Giraldę widać z wielu miejsc w mieście, działa więc jak punkt orientacyjny.

Znajdująca się przy katedrze Giralda była w czasach Maurów minaretem, teraz jest dzwonnicą. W środku zamiast schodów jest rampa zbudowana z 35 odcinków. Jedna z legend mówi, że pochylnia miała ułatwiać życie muezzinowi, który pokonywał trasę do góry na osiołku, by pięć razy dziennie wezwać wiernych do modlitwy. Inna legenda opowiada o władcy, który życzył sobie wjeżdżać na wieżę konno.

Dzwony kościelne zawieszone na metalowych wspornikach w murowanej wieży. Jasne cegły w tle tworzą surowe, historyczne otoczenie.
W wieży wiszą 24 dzwony. Największy waży 1,5 tony, czyli tyle, ile dorosła samica hipopotama. Biją nie tylko od wielkiego dzwonu, lecz codziennie, co pół godziny.

Dzwonnica zawdzięcza nazwę kurkowi na dachu, czyli el giraldillo. W Sewilli kurek ma postać kobiety - replikę tej figury możecie obejrzeć przy wejściu do katedry od strony Puerta del Principe.

Posąg kobiety z tarczą przed gotycką katedrą z bogatymi zdobieniami. Jasne kamienie, błękitne niebo, monumentalna architektura.
Katedra oddycha. Dzięki dylatacjom w murach w ciągu dnia rośnie o 3 cm, w nocy się kurczy. Ponieważ nie ma tego jak zilustrować, na zdjęciu jest kopia el Giraldillo przy wejściu do katedry.

Bilety do katedry kupujcie z wyprzedzeniem (co najmniej dwa tygodnie). Rano i późno po południu jest najmniej ludzi. Jeśli planujecie zwiedzanie rano, zaczynajcie od wejścia na Giraldę, zanim przyjdzie więcej osób. Jeśli będziecie na wieży o pełnej godzinie lub w pół do pełnej godziny, usłyszycie bijące dzwony z bardzo bliska.

Giralda i katedra w Sewilli, Av. de la Constitución, s/n Casco Antiguo. otwarte codziennie poza dniami świąt religijnych, od poniedziałku do soboty w godz. 10.45 -18.00, w niedziele i święta od 14.30 do 18.00. Bilety w cenie 35,90 euro (z audoprzewodnikiem, wstępem bez kolejki do katedry i wejściem na dzwonnicę) trzeba bukować z wyprzedzeniem. catedralsevilla.com

Dziedziniec alkazaru w Sewilli z mozaikowymi arkadami i długim basenem pośrodku. Wokół zielone krzewy, niebo jasnoniebieskie, ludzie w tle.
Alkazar po arabsku oznacza i zamek, i pałac. Ten w Sewilli był najpierw prostym fortem (X wiek), potem rozrósł się i wypiękniał.

Atrakcja numer trzy: Alkazar

To najstarszy królewski pałac w Europie będący wciąż w użyciu. Hiszpańska rodzina królewska ma tu bowiem swoją miejską rezydencję.

Ogród z fontanną, dwie osoby spacerują. W tle wysokie palmy i bujna zieleń. Słoneczny dzień, spokojna atmosfera.
Ogrody Alkzaru w upalne dni są jak oaza.

Do zwiedzenia są wspaniałe wnętrza pałacu. Warto też przewidzieć sporo czasu na oglądanie ogrodów. Spacer w cieniu drzew palmowych, wśród stawów i fontann jest tak przyjemny w upalny dzień, że nie będziecie mieli ochoty się stamtąd ruszać. W ogrodach jest też kawiarnia, w której miło jest zasiąść na kawę lub lekki obiad. O ile oczywiście uda Wam się znaleźć wolny stolik, co w sezonie nie jest wcale łatwe.

Bogato zdobione, rzeźbione łuki i ściany w stylu mauretańskim w jasnym kolorze. Sklepienia z delikatnym wzorem. Eleganckie detale.
Alkazar w Sewilli to pałac w stylu mauretańskim zbudowany przez arabskich budowniczych dla chrześcijańskiego króla. I czego tu nie rozumieć?

Obejrzyjcie koniecznie część pałacu zwaną Baňos de Maria de Padilla. Było to ponoć ulubione miejsce ukochanej króla Pedro I Okrutnego, Marii. Podziemne zbiorniki wody pitnej latem działały jak klimatyzacja: w wypełnionych wodą salach temperatura była niższa o kilka stopni od tej w naziemnych częściach pałacu.

Zamiast wody jest dzisiaj błyszcząca posadzka. Dzięki temu łatwo sobie wyobrazić, jak wyglądały podziemne cysterny w czasach arabskich władców.
Zamiast wody jest dzisiaj błyszcząca posadzka. Dzięki temu łatwo sobie wyobrazić, jak wyglądały podziemne cysterny w czasach arabskich władców.

Maria de Padilla musiała być kobietą nietuzinkową. W 1352 roku wprowadziła się do Alkazaru z królem Pedro I i urodziła mu czworo dzieci. W międzyczasie król był żonaty dwa razy, z powodów polityczno-dynastycznych. Kiedy Maria zmarła w 1361 roku, król zmusił arcybiskupa Toledo, by anulowal dwa poprzednie królewskie związki i uświęcił sekretny ślub, jaki Pedro zawarł z Marią w obecności świadków w 1352 roku. Maria de Padilla została uznana za królową i miała prawo do pochówku w katedrze, gdzie jej szczątki są do dzisiaj.


Real Alcázar de Sevilla, Casco Antiguo. otwarty codziennie od 9.30 do 19.00. Ostatnie wejście dla zwiedzających o godz. 18.15. Bilety w cenie 39 euro (z audioprzewodnikiem) trzeba bukować z wyprzedzeniem. W niektórych przypadkach nie dostaniecie biletów mailem, lecz będą one do odebrania przed zwiedzaniem, w Meeting Point - informacja na ten temat znajduje się w mailowym potwierdzeniu rezerwacji biletów. alcazarsevilla.com

Kolorowa mozaika z postaciami ludzi i zwierząt w dynamicznych pozach. Tło w odcieniach zieleni, brązu i niebieskiego, tworzy artystyczny wzór.
Lokalna specjalność, czyli azulejos. Tutaj egzemplarze z Alkazaru, w zawsze modny wzór w jednorożce.

Atrakcja numer cztery: kafelki

W Sewilli ceramika jest wszędzie: na fasadach domów, w kościołach, na podstopniach schodów, w przejściach podziemnych. Pomysł na wykładanie wnętrz kolorowymi płytkami przywieźli Arabowie. Al-zellige to po arabsku polerowany kamień - od tego określenia pochodzi słowo azulejos.

Mozaika na ścianie przedstawia zabytkowy samochód  pełen pasażerów. Tekst: "Studebaker Automovil de 6 Cilindro".
W wielu miejscach w mieście znajdziecie stare reklamy zrobione z kafelków.

W okolicach miasta jest sporo pokładów gliny niezbędnej do rozwoju ceramicznych manufaktur. Kafelki stały się dzięki temu specjalnością Sewilli już w XIII wieku. Po rekonkwiście geometryczne wzory na kafelkach zaczęły ustępować miejsca motywom roślinnym, wizerunkom świętych, obrazom przedstawiających ludzi, zwierzęta i krajobrazy.

Kolorowy, geometryczny wzór mozaiki w odcieniach niebieskiego, zielonego i brązowego, złożony z gwiazd i krzyży, tworzący harmonijny układ.
Kafelki w stylu mudejar mają geometryczne wzory. Charakterystyczne kolory to niebieski, zielony, czarny, biały i ochra.

Najlepszym miejscem na oglądanie kafelków jest muzeum ceramiki w dzielnicy Triana. Dość trudno je wypatrzeć, bo wejście jest wciśnięte między budynki mieszkalne.

Cztery kafelki na ścianie. Lewy górny: kolorowy wzór. Prawy górny: niebieskie sceny w kręgach. Dolny lewy: czarno-niebieskie wzory. Dolny prawy: napis "Casa No. 26".
Płytki z muzeum ceramiki w Trianie: z wieku XVI (lewy górny róg), XVIII (kafle w stylu holenderskim), z wieku XIV (geometryczny wzór) oraz XVIII (kafelek z numerem domu).

Warto się tu wybrać z dwóch powodów: po pierwsze dowiecie się wszystkiego o sztuce wytwarzania azulejos, po drugie - schronicie się przed palącym słońcem i upałem w środku dnia.

Centro Cerámica Triana, Calle Callao, 16. Otwarte od wtorku do niedzieli w godzinach 10.00-19.00. Bilet kosztuje ok 2 euro, młodzież poniżej 15 roku życia nie płaci.

Ceramiczne balustrady z niebieskimi wzorami na tle Placu Hiszpańskiego w Sewilli. Woda i zabytkowa architektura w słoneczny dzień.
Plaza de Espaňa, miejsce oszałamiające barwami i wzorami.

Najwięcej kafelków znajdziecie na Plaza de Espaňa, reprezentacyjnym placu, który jest cały wyłożony ceramiką. Wzniesiona z okazji Wystawy Iberoamerykańskiej w 1929 roku budowla to mieszanka stylów art deco, hiszpańskiego neorenesansu, neobaroku i neo-mudejar.

Plac Hiszpański w Sewilli. Rzędy kolorowych, ozdobnych płytek z herbami na tle arkad z cegły. Dwóch ludzi idzie po chodniku. Napis "Barcelona". Słoneczny dzień.
Każda z wyłożonych kaflami nisz symbolizuje jakąś hiszpańską prowincję.

Do ozdobienia Placu Hiszpańskiego użyto ponad siedem tysięcy ceramicznych płytek. Miejsce ma w sobie kiczowaty urok filmowej dekoracji - zagrało zresztą na przykład w jednej z części Gwiezdnych Wojen.

Coś dla miłośników tłustych aniołków. Bartolomé Esteban Murillo, Niepokalane poczęcie, ok. 1668-69. Obraz wystawiany w Muzeum Sztuk Pięknych.
Coś dla miłośników tłustych aniołków. Bartolomé Esteban Murillo, Niepokalane poczęcie, ok. 1668-69. Obraz wystawiany w Muzeum Sztuk Pięknych.

Atrakcja numer pięć: muzea

Jest ich w Sewilli wiele, ale chciałabym Wam szczególnie polecić dwa z nich. Jedno tradycyjne i jedno nowoczesne, czyli Museo de Bellas Artes oraz CAAC.

Muzeum sztuk pięknych jest uważane za drugą po Prado najważniejszą kolekcję obrazów starych i nowych mistrzów w Hiszpanii. Znajdziecie tu prace artystow tworzących od XIII do XX wieku, ale główna część kolekcji to tzw. barok sewilski, z dziełami Zurbarana, Murilla, Valdesa Leal i Francisco de Herrera Starszego.

Akademia Sztuk Pięknych w Sewilli wypracowała w XVII wieku własną szkołę malarską – szkołę sewilską. Artyści tworzący w tym nurcie - Velázquez, Murillo, Zurbarán - lubowali się w światłocieniach i poświęcali głównie malarstwu religijnemu.
Bogato zdobiony sufit kopuły z freskami i złotymi detalami. Barokowe motywy i wzory dominują w eleganckim, sakralnym wnętrzu.
Siedziba Muzeum Sztuk Pięknych jest prawie tak spektakularna, jak jego zawartość.

Muzeum mieści się w siedemnastowiecznym klasztorze, warto więc rzucić okiem na wnętrza i patio z niewielkim, ale starannie zaprojektowanym ogrodem.

Pod wieloma starymi obrazami wiszącymi w tym muzeum znajdziecie adnotację desamortización. Oznacza to dzieła należące kiedyś do majątku klasztornego, skonfiskowane przez państwo w XIX wieku.

W muzeum wisi między innymi ten fantastyczny obraz Zurbarana, przedstawiający świętego ze smokiem ↓↓↓

Próbowaliście kiedyś naparu ze smoka?  Francisco de Zurbaràn, San Luis Beltràn. ok. 1636-38.
Próbowaliście kiedyś naparu ze smoka? Francisco de Zurbaràn, San Luis Beltràn. ok. 1636-38.

Museo de Bellas Artes, Plaza del Museo 9. Otwarte od wtorku do soboty w godz. 9.00-21.00, w neidziele od 9.00 do 15.00, nieczynne w poniedziałki. UWAGA: w sierpniu muzeum pracuje od wtorku do niedzieli, w godz. 9.00-15.00. Bilet kosztuje 1,50 euro. museosdeandalucia.es

Zabytkowy budynek klasztoru w Sewill z ozdobnymi kopułami na tle bezchmurnego nieba. Przód otaczają zielone krzewy, tworząc spokojną atmosferę.
Budynek CAAC widziany z oddali wcale nie kojarzy się z nowoczesną sztuką.

Muzeum sztuki nowoczesnej CAAC wygląda z zewnątrz bardzo klasycznie, bo urządzono je w dawnym klasztorze kartuzów. Przechodząc przez bramę śmietankowożółtego budynku traficie do świata artystycznej awangardy. I to natychmiast: z okien budynku od strony podwórza zwiesza się monstrualnych rozmiarów dłoń, a z drugiego okna wygląda kobieca twarz, przywodząca na myśl nieco postarzałą Alicję w Kranie Czarów.

Żółty budynek z dużą rzeźbą ręki wychodzącą z okna i twarzą wystającą obok. Na dachu wieżyczka z dzwonem. Atmosfera surrealistyczna.
Cristina Pérez Lucas, Alicia, 2009.

Muzeum położone jest na dawnych terenach Expo’92, na południowym brzegu rzeki. Można tam przejść spacerem z centrum miasta, przez most Puente de la Cartuja oraz tereny dawnego Expo. Spod katedry do muzeum jest do przejścia ok. 3 km.

Artysta jako człowiek-orkiestra. Curro González, Como un Munumento al artista/ jako pomnik arytysty, 2010.
Artysta jako człowiek-orkiestra. Curro González, Como un Munumento al artista/ jako pomnik arytysty, 2010.

Na wyspie Cartuja znajdowały się liczne groty, w których wydobywano glinę na potrzeby ceramicznych zakładów. Kiedy w jednej z takich kopalni znaleziono wizerunek matki boskiej, założono w tym miejscu kaplicę Santa Maria de la Cuevas, czyli Najświętszej Marii z Jaskini.

Dwa wysokie, murowane kominy na tle błękitnego nieba. Jasne ściany i kolumny w tle, słoneczna sceneria, brak ludzi i tekstu.
Kominy pieców do wypalania ceramiki sąsiadują z zabudowaniami klasztornymi.

W XV wieku ustanowiono tu klasztor franciszkański. Na początku XIX wieku został splądrowany przez wojska Napoleona i zamieniony w wojskowe baraki. W 1812 roku armia napoleońska sobie poszła. Kompleks był opuszczony, a w 1835 objął go dekret o zamknięciu wszystkich klasztorów w Hiszpanii. Potem teren kupił pewien przedsiębiorca z Liverpoolu i założył tu fabrykę porcelany i płytek ceramicznych. Pracowała do 1982 roku. Potem popadła w ruinę, ale dzięki Expo udało się teren zrewitalizować. Od końca XX wieku działa tu muzeum sztuki współczesnej.

Posąg Krzysztofa Kolumba na cokole z niebieskimi detalami, w tle budynek z dachówką. Tekst dedykacyjny. Jasny dzień, drzewa obok.
A nad wszystkim góruje Krzysztof Kolumb, który spędził w tym mmiejscu kilka lat, co prawda pośmiertnie.

Na terenie kompleksu jest pomnik na cześć Krzysztofa Kolumba, a konkretnie - jeśli wczytać się w napis na cokole - na cześć prochów odkrywcy, które były pochowane w tym miejscu od 1513 do 1536 roku.

CAAC Centro Andaluz de Arte Contemporáneo, Cartuja de Santa Maria de la Cuevas, C. Américo Vespocio, 2. Owtarte od wtorku do soboty w godz. 10-20, w niedziele od 10 do 15.30, w poniedziałki zamknięte. Bilet kosztuje 3 euro. www.caac.es

Posąg Maryi w kościele w Sewilli zdobionej, złotej kaplicy. Na pierwszym planie drewniane krzyże zgromadzone po procesji. Scena religijna, pełna spokoju i majestatu.
Madonna z kościoła Santa Maria Magdalena. Na pierwszym planie krzyże pozostałe po obchodach Wielkiego Tygodnia.

Atrakcja numer sześć: madonny

Matka Boża od Nadziei, którą podziwiać można w bazylice Maria Santissima de la Esperanza Macarena zrobiona jest z drewna i jest dziełem nieznanego artysty z końca XVII wieku. Rzeźba ma rozmiary żywego człowieka i dość niepokojące atrybuty lalki: ma perukę z ludzkich włosów, usta z pełnym uzębieniem, płacze szklanymi łzami, posiada też rozbudowaną garderobę, bo jest przebierana na specjalne okazje. Na początku XX wieku La Macarena została ubrana w płaszcz ozdobiony haftem ze złotej nici. Co jakiś czas płacząca Madonna dostaje nową koronę, pelerynę lub inne modowe akcesorium.

Madonna opuszcza kościół z okazji procesji Wielkiego Tygodnia.  Platformę ze świętą figurą niesie wtedy 48 pobożnych Sewilczyków. La Macarena, zdj. Juan Carlos Guijarro Moreno, via Wikimedia Commons.
Madonna opuszcza kościół z okazji procesji Wielkiego Tygodnia.  Platformę ze świętą figurą niesie wtedy 48 pobożnych Sewilczyków. La Macarena, zdj. Juan Carlos Guijarro Moreno, via Wikimedia Commons.

Najświętsza Panienka z Macareny jest czczona jako patronka torreadorów. Zielone ametystowe brosze podarował matce boskiej torreador José Ortega. Tylko raz Madonna ubrana była w czarne szaty – w czasie żałoby, kiedy to byk wygrał z Ortegą.

Madonna przed i po konserwacji. Zawsze mi się wydawało, że doklejane rzęsy to przesada. Zdj. Mflito via Wikimedia Commons.
Madonna przed i po konserwacji. Zawsze mi się wydawało, że doklejane rzęsy to przesada. Zdj. Mflito via Wikimedia Commons.

W 2025 roku konserwacja rzeźby wywołała skandal: madonna po face liftingu miała dłuższe rzęsy, nieco inną karnację i zmieniony wyraz twarzy, co obudziło słuszny gniew wiernych oraz opiekującego się postacią Bractwa Macarena. W sierpniu 2025 rzeźba została wysłana do nowego zakładu konserwatorskiego, który ma przywrócić madonnie z Macareny dawny wygląd. Opis całej awantury macie tutaj ↓↓↓

Matka Boska Śnieżna (Virgen de las Nieves), ceramiczny ołtarzyk na fasadzie kościoła Santa Maria la Blanca. Autor dzieła: Antonio Morilla, 1957.
Matka Boska Śnieżna (Virgen de las Nieves), ceramiczny ołtarzyk na fasadzie kościoła Santa Maria la Blanca. Autor dzieła: Antonio Morilla, 1957.

Sewilla jest centrum andaluzyjskiego kultu maryjnego i doprawdy nie da się tego nie zauważyć. Wizerunki matki boskiej będziecie napotykać co krok. Od bogato ubranych figur pięknych kobiet bije rozdzierający smutek.

Najwięcej ludzi jest w Sewilli podczas Wielkiego Tygodnia. I właśnie wtedy warto choć raz w życiu się tam wybrać, bo w kościołach i na ulicach dzieją się rzeczy niezwykłe. Zdj. [1] CC BY 2.0, via Wikimedia Commons.
Najwięcej ludzi jest w Sewilli podczas Wielkiego Tygodnia. I właśnie wtedy warto choć raz w życiu się tam wybrać, bo w kościołach i na ulicach dzieją się rzeczy niezwykłe. Zdj. [1] CC BY 2.0, via Wikimedia Commons.
Raz do roku piękne madonny wyruszają w miasto. W ramach wielkotygodniowych procesji platformy ze świętymi rzeźbami obnoszone są po ulicach do późnej nocy przez ponad 70 pokutnych bractw.

Życie w mieście mocno się wtedy komplikuje: wiele ulic jest zamkniętych dla ruchu kołowego, a na chodnikach ustawione są rzędy krzesełek (bo miejsca na obserwowanie uroczystości kościelnych można sobie – z dużym wyprzedzeniem – zarezerwować). Zdarzyło mi się być w Sewilli podczas wielkiego tygodnia i uważam, że to przeżycie jedyne w swoim rodzaju.

Figura świętej Marii Magdaleny na ołtarzu w kościele Santa Maria Magdalena. Autor rzeżby: Felipe Malo de Molina, 1704.
Figura świętej Marii Magdaleny na ołtarzu w kościele Santa Maria Magdalena. Autor rzeżby: Felipe Malo de Molina, 1704.
Najświętsza Panienka z Macareny jest opiekunką nie tylko torreadorów, ale także krawców, Romów oraz - nie wiedzieć czemu - osób przekazujących swoją wątrobę do przeszczepu.

Czczona w Sewilli madonna bardzo się różni od postaci matki z Dzieciątkiem, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Sewilskie madonny wyobrażają dojrzałe macierzyństwo. Są więc na końcu rodzicielskiej drogi, nie na jej początku. Wszystko co straszne – czyli śmierć syna – już się wydarzyło i andaluzyjska matka boska stoi sama.

Co przywieźć na pamiątkę z podróży? Może być na przykład upiorna laleczka w błogosławiącym geście.
Co przywieźć na pamiątkę z podróży? Może być na przykład upiorna laleczka w błogosławiącym geście.

Atrakcja numer siedem: wystawy

Nie artystyczne. Sklepowe. Tak różne od przeciętnych sklepowych wystaw, że gdyby nagle coś teleportowało mnie do tego miasta, od razu bym zgadła, że jestem w Sewilli.

Najbardziej fascynują mnie dziesiątki sklepów z dewocjonaliami, które mogłyby być rekwizytami w horrorach. Znajdziecie w nich na przykład figurki dzieci wyglądające jak młodzi adepci Ku Klux Klanu oraz statuetki chłopców w księżych habitach. Nie można od nich oderwać pełnego grozy spojrzenia.

Figurki z cyklu Mały Pątnik mogą się śnić po nocach.
Figurki z cyklu Mały Pątnik mogą się śnić po nocach.

Flamenco narodziło się ponoć właśnie w Sewilli. Dlatego sklepy z gotowymi sukniami oraz przybytki oferujące tkaniny do szycia strojów do tańca są znakiem firmowym Sewilli, podobnie jak płaczące madonny. Nie umiem za bardzo tańczyć, a już na pewno byłoby lepiej, żebym nie próbowała sił we flamenco, ale i tak bele kolorowych materiałów mają dla mnie nieodpartą magię.

Sklep z tkaninami w zabytkowym budynku. Kolorowe bele materiałów ułożone na stołach i półkach, tworząc żywą atmosferę.
Bele materiału w osiemnastowiecznych wnętrzach, czyli zakupy z fasonem.

Wystawom prezentującym stroje do tańca towarzyszą sklepy z wachlarzami, akcesorium bardzo ważnym we flamenco. Za pomocą wachlarza kobiety w Andaluzji umiały przekazywać czytelne komunikaty.

Malowane wachlarze w witrynie sklepu. W tle kolorowe desenie i odbicia szkła, tworzące elegancki nastrój.
Jeśli przez całe życie marzyliście o wejściu w posiadanie pięknego wachlarza, jesteście we właściwym miejscu.

Piękny, choć malutki, bardzo stylowy sklep z kapeluszami wygląda jak wyjęty ze starego filmu. Znajdziecie go przy jednej z najstarszych handlowych ulic w Sewilli, czyli calle Sierpes.

Maquedano, C. Sierpes 40

Kapelusze na półkach, wzorzysta tapeta, lustro, osoba czytająca książkę. Jasne odcienie, retro klimat, napis „La Reina”.
Najpiękniejszy sklep z kapeluszami w tej części Europy.

Papeleria Ferrer to miejsce, w którym chciałabym wykupić całość asortymentu. Jeśli lubicie robić odręczne notatki w pięknych notesach, rysować, wycinać czy wyklejać, będziecie oczarowani.

Skład książek i papierów z wzorami morskimi i mapami. Obok pudełko z opisem po angielsku. Kolorowe i szczegółowe wzory tworzą artystyczną atmosferę.
Członkowie rodziny Ferrer szykowali się do emigracji. Kiedy zatonął statek, którym mieli popłynąć do Ameryki, postanowili założyć w Sewilli sklep z akcesoriami piśmienniczymi. Sklep prowadzi wciąż ta sam rodzina.

Założony w 1856 roku sklep działa do dzisiaj, w tym samym miejscu co zawsze, z niewiele zmienionym wystrojem. Przetrwał wojny, kryzysy ekonomiczne, epokę komputerów i pandemię koronawirusa. Jest ponoć najstarszym sklepem papierniczym w Hiszpanii. I z pewnością jednym z najpiękniejszych.

Papeleria Ferrer, C. Sierpes 5. Otwarte poniedziałek-piątek 9.30-20.30 , w soboty od 10 do 14.

Drzewo pomarańczowe z dojrzałymi owocami w słońcu. Zielone liście kontrastują z pomarańczową ścianą w tle. Atmosfera letnia, spokojna.
Pierwszy raz przyjechaliśmy do Sewilli późnym wieczorem. Widać było niewiele, więc tym lepiej odczuwalny był zapach kwitnących drzewek pomarańczowych.

Atrakcja numer osiem: pomarańcze

Rośnie tu (w zależności od źródeł) od 15 do 25 tysięcy pomarańczowych drzewek. Tak czy owak więcej niż w jakimkolwiek innym mieście na świecie. Pierwsze sadzonki przywieźli do Sewilli Maurowie w XII wieku: pachnące drzewka dawały cień, były piękne, a z ich kwiatów wytwarzano pachnidła.

Drzewo pomarańczowe za białym murem z zielonym dachem i wycięciem w kształcie krzyża. Słoneczny dzień, zielono-pomarańczowe owoce.

Nikomu nie przychodzi do głowy, by dojrzałe owoce zrywać i zjadać prosto z drzewa - sewilskie pomarańcze są bowiem bardzo gorzkie. Robi się z nich przetwory: uwielbianą przez Anglików konfiturę z gorzkich pomarańczy oraz likier Cointreau. Gorzkie pomarańcze są też niezastąpione w perfumiarstwie.

Zastosowanie w perfumach znajdują wszystkie części rośliny. Każda zaś pachnie inaczej: kwiaty (słodkie nuty neroli), skórka (cytrusowe nuty bigarade) oraz łodyżki i listki (świeży, zielony akord petitgrain).
Dziedziniec Drzewek Pomrańczowych w Sewilli. Widok z góry na dziedziniec z szachownicą drzew. Ludzie spacerują po bruku. Tło stanowią budynki. Dominuje zieleń liści drzew.
Piękne drzewka pomarańczowe znajdziecie na Patio de los Naranjos przy katedrze, wewnętrznym dziedzińcu, który służył kiedyś do ablucji przed modlitwami.

Na ulicach Sewilli zobaczycie być może zbieranie pomarańczy. Pod drzewko podjeżdża specjalny samochód służb miejskich i rozpina wokół pnia coś w rodzaju parasola ustawionego do góry nogami, do którego wpadają strząśnięte z gałęzi owoce.

Spróbujcie też koniecznie lodów pomarańczowych. Mnie najlepsze wydały się te z dodatkiem kandyzowanej skórki pomarańczowej.

Stożki papierowe z mini kanapkami i serami. Widoczne logo "JAMONE". Jasne pieczywo, kawałki sera i orzechów w eleganckim układzie.
Streetfood po sewilsku

Atrakcja numer dziewięć: jedzenie

Alfonso X, ten sam, który dał miastu motto z motkiem wełny, wydał też zarządzenie, że tawerny nie mogą podawać wina bez zagrychy. W ten sposób przeciwdziałano nietrzeźwości, a Sewilla stała się ojczyzną fantastycznych przekąsek nazwanych tapas. Wśród dań "na jeden ząb" są między innymi krokiety, zapiekane ziemniaki, krewetki, marynowane anchois, pieczone pieczarki, oliwki, warzywna sałatka z majonezem i smażone papryczki padrón.

Apetyczna potrawa z mięsem i ryżem na czarnym talerzu, ozdobiona żółtym sosem i ziołami. Drewniany stół w tle.
Najlepsze tapas w mieście zjedliśmy w restauracji La Brunilda, przy C. Gallera 5.

Tapas to porcje na jeden kęs. Jeśli jesteście głodni, zamawiajcie więc raczej raciones, podawane na dużych talerzach jak dania obiadowe. Tapas i raciones różnią się zwykle tylko rozmiarem.  

Obrazy religijne nad stołem z owocami i warzywami w sklepie. Dominuje zieleń i pomarańcz. Pojemniki z ziołami, owoce na półkach.
Handel odbywa się pod czujnym okiem świętych osób.

Na żywnościowym zadaszonym targowisku Mercado Triana można zjeść coś pysznego i przekonać się po raz kolejny, że Hiszpania jest krajem papryki, fasoli i ryb. Nad stoiskami zobaczycie wizerunki Chrystusa i matki Boskiej. Jesteście tu najwyraźniej pod opieką i w dobrych rękach - nie wyobrażam sobie, by pod świętą figurą można było opychać klientom jamón ibérico drugiej świeżości.

Mercado de Triana, C. San Jorge, 6. Czynne od poniedziałku do soboty, od 9 do 15 (w czwartki godziny otwarcia bywają inne, sprawdzajcie więc na bieżąco).

Dzielnica Triana w Sewilli. Kolorowe domy nad rzeką, osoba w czerwonym kajaku. Trawy na pierwszym planie, czyste niebo. Atmosfera spokoju i relaksu.

Jest wiele pięknych miast, do których mogłabym wrócić, ale wcale nie muszę. Do Sewilli mogłabym podróżować co roku. Może dewiza miasta działa jak zaklęcie? Bo Sewilla jakoś nie chce mnie opuścić...

Komentarze


Follow us on Instagram

portret_resized.jpg

O mnie

Oglądam, czytam, słucham. Staram się zrozumieć, może przy okazji czegoś nauczyć, no i przede wszystkim - zapamiętać...

Czytaj więcej

 

Dołącz do newslettera!

Dzięki za zapis :)!

  • Instagram

© 2021 by Katarzyna Stachowicz. Proudly created with Wix.com

bottom of page