Leonora Carrington i jej mroczne materie
- Katarzyna Stachowicz

- 2 dni temu
- 18 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 1 dzień temu
Nie chciała być ani potulną córką, ani żoną księcia, ani muzą artysty. Lubiła gotowanie, konie i hieny. Wiedziała doskonale jak wygląda piekło, bo przez nie przeszła.
Patrząc na jej obrazy mam wrażenie, że to ilustracje do baśni. Ale nie takich do czytania dzieciom przed snem. Dziwne światy Leonory Carrington mają dla mnie podobny klimat jak filmy tworzone przez Davida Lyncha lub Guillerma del Toro. Więc jeślibyście chcieli zapoznać z czymś takim małe dzieci, to możecie już zbierać fundusze na psychoterapię.

Jej pojedyncze obrazy wiszą w różnych muzeach (Peggy Guggenheim Collection w Wenecji, MoMA i MET w Nowym Jorku, szkocka Galeria Narodowa); większość jednak znajduje się w prywatnych rękach. Dlatego tak wielką gratką jest wystawa zorganizowana przez Musée du Luxembourg w Paryżu. Przejście przez kilka pomieszczeń, w których wisi ponad 120 jej prac, jest jak zanurzenie się w fascynującej opowieści.

Zacznijmy zatem w baśniowej konwencji: w wielkim i pięknym domu mieszkała piękna, mądra i bogata para. Ona pochodziła z Irlandii. On był Anglikiem, który dorobił się fortuny na przemyśle tekstylnym. I tej właśnie dwójce ludzi urodziła się zdrowa, śliczna i mądra, ale dość dziwna córeczka.

W domu państwa Carringtonów nie brakowało ptasiego mleka: rodzina zatrudniała dziesięcioro służących i szofera, a edukacją małej Leonory zajmowali się francuska nauczycielka i osobisty katecheta. W domu była porządna biblioteka, a w niej powieści Lewisa Carrolla i Jonathana Swifta, które uwielbiała mała Leonora. Dziewczynkę wychowywały wróżki lub - jak kto woli - wiedźmy: babcia, matka oraz niania, wszystkie pochodzące z Irlandii. Chyba nie do końca miały przekonanie co do wyższości patriarchatu, więc nie udało im się wychować akceptującej reguły dziewczynki. W efekcie, choć Leonora była szykowana na żonę dla księcia, to i tak najpierw zakochała się w rozbójniku, a potem poszła własną drogą.

Życiorys Leonory jest skomplikowany, ale wydaje mi się kluczowy dla pojęcia jej obrazów i opowiadań. Muszę więc zacząć do kilku dat.
• Leonora Carrington przychodzi na świat 6 kwietnia 1917 roku. Kiedy osiąga wiek szkolny, zaczyna się jazda. Dosłownie: dziewczynka jest wyrzucana z kolejnych szkół. Jej edukacja jest drogą przez mękę dla wszystkich zainteresowanych, zatem zapewne z wielką ulgą przywitano osiągnięcie przez Leonorę wieku, w którym można ją było szykować do zamążpójścia. Rodzice organizują dla niej bal debiutantek w londyńskim Ritzu. W 1935 roku Lenora zostaje przedstawiona na dworze Jerzego V. I jeśli chodzi o dworską karierę, to byłoby na tyle.
• W 1935 roku przeprowadza się do Londynu. Studiuje w szkole sztuk pięknych w Chelsea, a następnie na świeżo otwartej Akademii Sztuki, stworzonej przez Amedée Ozenfanta, jednego z pionierów modernizmu. Leonora odwiedza pierwszą w Anglii wystawę surrealistów i tam zachwyca się kolażem Maxa Ernsta, Dwoje dzieci zagrożonych przez słowika. O tym ↓↓↓

• W 1937 roku Leonora poznaje autora obrazu. Max jest fascynujący, utalentowany, bardzo przystojny i starszy od Leonory o ponad ćwierć wieku. Leonorę trafia grom z jasnego nieba. Ojca Leonory trafia szlag. Pan Carrington, apodyktyczny i nie wykazujący zrozumienia dla artystycznych pasji córki już wcześniej, oskarża Ernsta o malowanie pornografii. Relacje córki z ojcem zostają zerwane. Leonora nie zobaczy ojca już nigdy. Matka będzie ją wspierać przez wiele lat.
• Leonora jedzie z Maxem oraz grupą przyjaciół do Kornwalii. Potem przenosi się z Maxem do Paryża, a następnie do miasteczka Saint-Martin-d’Ardèche na południu Francji.
Max, który jest Niemcem, nie ma czego szukać w swojej ojczyźnie. Poglądy ma dalekie od obowiązujących w kraju Hitlera. Zajmuje się też tym, co zostało przez nazistów określone mianem sztuki zdegenerowanej, więc sami rozumiecie.

• W 1938 roku Leonora prezentuje swoje prace na wystawach surrealistów w Paryżu i Amsterdamie. Zaczyna publikować pierwsze opowiadania, m.in. Dom Trwogi.
• Jak na ironię, kiedy w 1939 roku wybucha druga wojna światowa, Max zostaje uznany przez francuskie władze za potencjalnego wroga i internowany w obozie jenieckim w Largentière. Leonora stopniowo pogrąża się w ciężkiej depresji.
• W 1940 roku jest w tak złym stanie, że para przyjaciół zabiera ją z Francji. Przejazd przez Hiszpanię jest dla Leonory jak droga przez bardzo ciemny las. Podczas podróży zostaje uprowadzona i zgwałcona przez frankistowskich żołnierzy. Po tych przeżyciach wpada w psychozę. Na polecenie rodziców zostaje przymusowo zamknięta w szpitalu psychiatrycznym w Santander, gdzie spędza tygodnie przywiązana skórzanymi pasami do łóżka. Leczona jest specyfikiem wywołującym silne konwulsje. I to jest epizod, który prawie ją łamie. Leonora zbiera jednak siły, by o siebie zawalczyć. Najpierw wychodzi ze szpitala, a potem za mąż. Jej wybrankiem jest meksykański dyplomata, pisarz i poeta Renato Leduc. Dzięki małżeństwu Leonora wymyka się wreszcie spod kurateli ojca
• Leonora i Leduc wyjeżdżają w 1941 roku do Ameryki. Po drodze spotykają Ernsta, którego wzięła pod swoje skrzydła milionerka Peggy Guggenheim. Peggy jest ratunkiem dla Maxa, tak jak Leduc dla Leonory. Leonora i Max Ernst już się nie zejdą jako para. Małżeństwo Leonory i Leduca trwa trzy lata.

• W 1943 roku Leonora wychodzi drugi raz za mąż, za węgierskiego fotografa Emerica „Chikiego” Weisza. Ma z nim dwóch synów. Para osiedla się w Meksyku. Leonora opuszcza kręgi surrealistów, zbliża się natomiast do środowiska artystek zafascynowanych ezoteryzmem, magią i duchowością.
• W 1948 roku ma swoją pierwszą solową wystawę w Nowym Jorku, w 1950 roku w Mexico City. Zbiera mnóstwo dobrych recenzji.
• Na przełomie lat 60- i 70-tych spędza sporo czasu najpierw w Nowym Jorku, potem w Chicago. Studiuje tam pisma Junga i Freuda, projektuje plakat dla feministycznej grupy Mujeres Consciencia.
• W 1976 roku publikuje powieść Trąbka do słuchania, napisaną wiele lat wcześniej.

• W latach 90-tych publikuje kolejne opowiadania, ma też kilka indywidualnych wystaw (m.in. w San Francisco, Londynie i Tokio).
• Leonora umiera w 2011 roku. Zostaje pochowana na Panteón Británico, brytyjskim cmentarzu w Mexico City.
Tyle życiorys. Wpisane są w niego motywy, które będą pojawiać się w pracach Leonory. Poniżej zebrałam te najważniejsze. Przeplatam je fragmentami opowiadań Leonory, bo to, co artystka maluje dość fascynująco łączy się z tym, co pisze.

Domy, drzwi, okna, bramy
W domach malowanych przez Leonorę można doszukać się wspomnienia dworu Crookhey Hall. Neogotyckie szare domiszcze wyglądające jak zamieszkane przez duchy to zaiste coś w sam raz dla dziewczynki o bujnej wyobraźni.

Crookhey Hall położony jest w hrabstwie Lancashire, niegdyś słynącym z działalności czarownic. Wspomnienie tej siedziby będzie powracało w jej twórczości w różnych odsłonach: dom symbolizuje czasem więzienie, czasem opresyjną rodzicielską władzę, a czasem - tajemniczą krainę dzieciństwa. Pełna mrocznych komnat, wieżyczek, kręconych schodów i wąskich korytarzy przestrzeń podzielona była na dwie części. Reprezentacyjna część od frontu zarezerwowana była dla rodziców oraz innych ważnych dorosłych. Dzieci - Leonora i jej trzej bracia - mogły przebywać w partiach dworu przeznaczonych dla służby, czyli na poddaszach i w kuchniach. Funkcjonowały one zatem niejako na marginesie, a wizyty w części rodzicielskiej traktowane były prawie jak święto.
"Dom stał przed nami i koń wyjaśnił mi, że jest zbudowany z kamieni, które trzymają zimowy chłód. [...]. Idąc gęsiego, wchodzimy do wielkiej sali ozdobionej grzybami i innymi owocami nocy. [...] Przed nami na wielkim łożu spoczywała na rzymską modłę gospodyni domu, Trwoga. Przypominała trochę konia, tyle że była znacznie brzydsza."
Leonora Carrington, Dom trwogi, przekł. Maryna Ochab, 1937-38

Dzięki pieniądzom przysłanym przez matkę młoda artystka kupuje wiejski dom w Saint-Martin-d’Ardèche na południu Francji. Leonora i Ernst ukrywają się w nim przed zaborczym ojcem Leonory i zazdrosną żoną Ernsta. Dom jest też schronieniem przed zamętem, który ogarnia świat. Oraz totalnym dziełem sztuki: ona ozdabia go malowidłami, on ustawia w nim swoje dziwne rzeźby.
“Domy są jak ciało. Jesteśmy związani ze ścianami, dachami i meblami tak samo, jak jesteśmy uzależnieni od naszych wątrób, kręgosłupów, skóry i krwiobiegu.”
Leonora Carrington, Trąbka do słuchania, przekł. Maryna Ochab

Znawcy twórczości Leonory Carrington twierdzą, że od czasu pobytu w szpitalu w Santander artystka ma awersję do zamkniętych przestrzeni. Na jej obrazach przedstawiających wnętrza prawie zawsze można więc znaleźć jakąś drogę wyjścia: drzwi, szeroko otwarte okno, bramę itp.

Podróż
Leonora kilkakrotnie zmienia kraj pobytu. A na jej obrazach widać często osoby, które unoszą się między wyspami lub kontynentami. Przypomina mi to współczesne prace Koreańczyka Do Ho Suh, którego również fascynują domy i przeprowadzki. O którym więcej poczytacie tutaj ↓↓↓
Pierwsze podróże Leonory są wymuszone częstymi zmianami szkół. Państwo Carringtonowie przyjęli bowiem arystokratyczny zwyczaj wysyłania dzieci do szkół z internatem. Zwyczaju tego jednak nie przyjęła Leonora. Jako dziewięciolatka ląduje najpierw w klasztornej szkole w Chelmsford w hrabstwie Essex. I szybko z niej wylatuje za „niedostatki umysłowe”. Chodziło podobno o to, że dziewczynka chciała zostać świętą, co najwyraźniej nie było akceptowaną ścieżką kariery.

W sprawie Leonory interweniuje sam biskup Lancaster, dzięki czemu dziewczynka zostaje przyjęta do klasztornej szkoły w Ascott. I szybko relegowana, bo siostry się jej boją. Leonora potrafi pisać prawą i lewą ręką, lubi też pisać lewą ręką i pismem lustrzanym, jak kiedyś czynił to Leonardo da Vinci. Siostry uznały to chyba jednak za objaw opętania. Rodzina wpada w desperację i wysłała córkę na pensję pani Penrose we Florencji.

Podczas pobytu we Florencji piętnastoletnia Leonora odkrywa włoskie malarstwo. Zaczyna też malować cykl akwareli Sisters of the Moon, inspirowany mitologią grecką, rzymską i baśniami.

Nawiązania do włoskiego renesansu odnajdziecie w wielu pracach Leonory. Mało tego, Leonora przejmuje niektóre renesansowe techniki: maluje temperą tak jak robili to włoscy mistrzowie, na drewnianych panelach, w formacie typowym dla predelli, czyli niewielkich horyzontalnych paneli umieszczanych pod przedstawiającym religijne sceny większym obrazem.

Na obrazach Leonory znajdziecie przemieszczające się postaci. Na przykład zwierzęta wsiadające do Arki Noego. W kolejce do trapu czekają przedstawiciele wymarłych gatunków (ptak dodo i włochaty mamut na pierwszym planie) i fantastyczne stwory (morski potwór przy burcie). Zwróćcie też uwagę na statek, który jest jednocześnie przedmiotem i osobą. Z lewej strony dmie w apokaliptyczną trąbę sędziwy anioł, w prawym górnym rogu rozpętuje się burza godna Turnera. Oto dramatyczny początek podróży, której celem jest przetrwanie.
„Kiedy wyjeżdża się na zawsze, trzeba bardzo starannie wybrać to, co zabierze się z sobą; coś, co wydaje się bezużyteczne, w pewnych okolicznościach może się okazać absolutnie nieodzowne.”
Leonora Carrington, Trąbka do słuchania, przekł. Maryna Ochab

Podróż w czasie - przez kolejne pory roku - jest na tym obrazie również podróżą w sensie geograficznym, w poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi. Biała postać z wypuszczającym zielone pędy kosturem niesie światełko zarośniętemu pustelnikowi. Prawie wszystkie przedstawione postaci są trakcie przemieszczania się dokądś, co jest dość fascynujące.

Tytuł tego obrazu to adres domu, w którym Leonora zamieszkała z Renato Ledukiem w 1942 roku. Na płótnie nie ma jednak elewacji budynku ani studium salonu z meblościanką. Jest za to podróż: w sensie geograficznym i mentalnym. Leonora zdaje się mówić: nie musimy taszczyć w bagażach wszystkich naszych traum i wątpliwości; czasami zmiana miejsca przynosi również kojącą zmianę myślenia.

Trudno nie dostrzec w tym płótnie opowieści o nadziei na odrodzenie po złych czasach. Jeż lub jeżozwierz niesie na grzbiecie zimny krajobraz ze strąconymi wieżami budynków. Na pierwszym planie mamy nowy kontynent, z koniem, czerwoną suknią i kołowrotkiem. Zauważcie, że koń i suknia tworzone z tej samej przędzy.

Goethe pisał, że każdy Europejczyk ma dwie ojczyzny: tę, w której się urodził oraz Włochy. Surrealiści też mają dwie ojczyzny. Tą drugą jest Meksyk, przyjmujący artystów emigrujących z Europy w czasie wojny. Surrealiści znajdują w tym kraju nie tylko schronienie, lecz także niewyczerpane źródła inspiracji: żywe kolory, ostre światło i religijną żarliwość.

O czym jest ten obraz? Może właśnie o doświadczeniu emigracji? Magiczny pojazd zaprzęgnięty w wielką płaszczkę przewozi ciężarną (?) kobietę i jej partnera między różnymi światami. Przyjrzyjcie się na przykład światowi podziemnemu, ze szkieletami dziwnych stworzeń i zagłębiającymi się w ziemi postaciami kobiet. To przestrzeń transformacji: coś jest już pogrzebane, coś innego kiełkuje. W lewej części obrazu mamy przestrzeń bogini o czworgu rąk. Białe dłonie ochraniają kruka. Czarne dłonie trzymają coś w rodzaju rogu obfitości, z którego kiełkują zielone liście. Nie wiem jak Wam, ale mnie ten obraz wydaje się wyjątkowo optymistyczny.

Magia, czary, ezoteryka
Czego tu nie ma! Jak w kotle czarownicy mieszają się motywy zapożyczone z chrześcijaństwa, celtyckich legend i mitologii Majów. Artystka dorzuca do tego elementy tarota, mistycyzmu, kabały, gnozy, sufizmu, buddyzmu i na pewno coś jeszcze. Obrazy Leonory przypominają mi portale gotyckich katedr, gdzie każdy szczegół ma znaczenie. Można więc je oglądać, ale można też je czytać, odnajdując symbole i próbując je tłumaczyć.

Nastoletnia Leonora maluje serię akwareli, pod wspólnym tytułem Siostry Księżyca. Na obrazkach z tego cyklu odnajdziecie niezwykłe zwierzęta oraz dużo silnych postaci kobiecych: elfice, cyganki, czarodziejki, wojowniczki, boginie.

Oględnie mówiąc, daleko jej do bycia dewotką. Chętnie natomiast maluje ołtarze i obrzędy przypominające Przemienienie i Eucharystię. W 1947 roku zainspirowana obrazem Boscha, który widziała w Prado w 1940 roku, przygotowuje swoją interpretację Kuszenia świętego Antoniego.

Wersja Leonory ma podobną do boschowskiej kompozycję. Oba obrazy emanują spokojem - co zwłaszcza jak na Boscha jest pewnym osiągnięciem. O ile jednak u Boscha demony najwyraźniej zabierają się po cichutku do rozpoczęcia ataku na świętego, o tyle u Leonory nie wygląda, by cokolwiek miało zakłócić zadumę starca w bieli. Zresztą porównajcie sobie ↓↓↓

Babcia Moorhead, matka Maurie (z domu Moorhead) i niania Mary Kavanaugh, wszystkie pochodzące z Irlandii, opowiadają małej Leonorze baśnie o Aes Sídhe, postaciach z celtyckiej mitologii. Te nadprzyrodzone istoty potrafiące latać i zmieniać kształty, zostały pokonane kiedyś przez rasę ludzi i od tego czasu mieszkają pod ziemią. Sídhe, zwani też Tuathe dé Danaaan, pojawiają się na obrazach Leonory od lat 50-tych.

André Breton, jeden z twórców surrealizmu, mówił, że Meksyk jest krajem surrealistycznym sam w sobie. Leonora odnajduje w tym miejscu codzienną magię, zakorzenioną w prekolumbijskich mitach i wierzeniach. Zawiera przyjaźń z malarką Remedios Varo i bywa często w jej domu pełnym kotów, talizmanów, magicznych kamieni i kryształów. Sportretuje ją też w powieści Trąbka do słuchania (Remedios Varo to ekscentryczna Carmela Velázquez). Spotykają się przez wiele lat - aż do śmierci Varo - prawie codziennie. Malują podobne rzeczy, w zupełnie inny sposób. Leonora odwodzi ponoć Remedios od malowania najmodniejszej w ich czasach abstrakcji. Są sobie bliskie, ale doskonale odróżnialne. Popatrzcie zresztą sami: tu jest obraz Remedios Varo ↓↓↓

A tutaj Leonory Carrington ↓↓↓

Meksyk przyjmuje nie tylko artystów. W kraju pojawiają się także uczniowie ormiańskiego maga, filozofa i uzdrowiciela Georgija Iwanowicza Gurdżijewa. W 1951 roku przyjeżdża tam jeden z nich, Christopher Fremantle. Trafia do kręgów towarzyskich, w których obraca się Leonora.

Leonora maluje tutaj rytuał przekazania wiedzy. Trzy postacie stoją pod różą wiatrów. Łacińskie określenie sub rosa, czyli pod różą, oznaczało tajny charakter spotkania. W centralnym miejscu jest najprawdopodobniej sam Gurdżijew. Po jego prawej stoi Fremantle, z czymś, co w moim pojęciu jest parasolem, ale autorzy katalogu do wystawy widzą w tym pielgrzymi kostur - atrybut kogoś, kto podróżuje i naucza. Po lewej stronie jest natomiast Eva Sulzer, fotografka, która była przewodniczką grupy zwolenników nauk Gurdżijewa w Meksyku.

Wnętrza zapełnione są dziwnymi meblami, w alembikach buzują dymiące eliksiry, w kątach czają się hybrydowe zwierzęta. Leonora używa też kodu kolorów zapożyczonego z alchemii: czerwień oznacza przemianę, czerń i biel - łączenie przeciwieństw i dualizm świata (noc/dzień, słońce/księżyc, kobieta/mężczyzna).

Pionowy format obrazu kojarzy się z kartą tarota. Złociste tony to aluzja do greckiego imienia maga: Zoroaster oznacza „złotą gwiazdę”. Treść obrazu zawarta jest w jego tytule, ale także na dole płótna. Gdybyście mieli lusterko, z łatwością odczytalibyście wersy pod stopami magów, zapisane odwróconym pismem.
„Zanim Babilon legł w gruzy/ Mag Zoroaster, umarłe me dziecię,/ W ogrodzie spotkał kroczący swój obraz.”
Percy Bysshe Shelley, Prometeusz rozpętany, przekł. Feliks Jezierski
Intrygujące, prawda? Największym aktem magii - wydaje się mówić Leonora - nie jest pokonanie zewnętrznych mocy, lecz skonfrontowanie się z samym sobą.

Nornir lub Norny w mitologii nordyckiej są odpowiedniczkami greckich Mojr i rzymskich Parek. Tkają nici losu i opiekują się Yggdrasilem, czyli znajdującym się w centrum kosmosu Drzewem Świata. Carrington przedstawia je bez kołowrotków. Nie tkają losu, bo same są Losem. Razem są też Potrójną Boginią, która jest Przeszłością, Teraźniejszością i Przyszłością.

Zwierzęta
Dzięki baśniom i książkom Leonora odkrywa magiczne zwierzęta. Chadza też do zoo w Blackpool i ogląda zwierzaki na wsi. Do zwierząt odnosi się z szacunkiem i miłością. Być może na jej stosunek do zwierząt ma wpływ celtycka mitologia, w której granice między światem zwierząt i ludzi są płynne. Ne emigracji Leonora odkryje też meksykańskie wierzenia, według których ludzka dusza składa się z części zwierzęcej i człowieczej.

Do koni miała szczególny sentyment. Od dzieciństwa jeździła konno, a jako dorosła osoba uznała, że koń to jej alter ego. Wiemy, że Leonora była pod wrażeniem książki Roberta Gravesa Biała Bogini z 1948 roku. Graves pisał między innymi o Eponie, celtyckiej bogini płodności i świata umarłych, ukazywanej w postaci klaczy, kobiety karmiącej konie lub amazonki na białym koniu.
„Weszłyśmy na trzecie piętro, a tam do wielkiego pokoju dziecinnego z setkami porozrzucanych wszędzie połamanych zabawek. Lukrecja podeszła do drewnianego konia, który mimo że bardzo stary – na pewno blisko stuletni – zastygł w galopie. – Tartar to mój ulubieniec – powiedziała, głaszcząc koński pysk. – Nienawidzi mojego ojca.”
Leonora Carrington, Owalna Dama, przekł. Maryna Ochab, 1937-38
W cytowanym wyżej opowiadaniu wraca echo rodzinnej historii: ojciec zabronił Eleonorze bawienia się koniem na biegunach. W opowiadaniu koń ożywa, ojciec wrzuca go do ognia, a drewniana zabawka cierpi jak żywe zwierzę. W 1937 roku dorosła Lenora kupuje sobie konia na biegunach. Jest ozdobą jej mieszkania i zostaje uwieczniony na wielu zdjęciach.

Leonora zaczyna malować ten obraz w Londynie, a kończy go po przeprowadzce do Paryża. Widzę w nim przemożną chęć ucieczki. Leonora, rozpoznawalna dzięki burzy loków, jeszcze siedzi spokojnie w pokoju i jeszcze ma stopy zakute w eleganckie buciki. Ubrana jest już jednak w strój do konnej jazdy.

W pokoju towarzyszy jej niebieskooka, ewidentnie karmiąca młode hiena. Krytycy sztuki widzą w niej metaforę dzikości. Mnie wydaje się natomiast, że może ona symbolizować postać wspierającej matki. W pokoju jest jeszcze biały koń na biegunach, którego odpowiednikiem jest żywy koń galopujący w ogrodzie. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że Dawn Horse oznacza Eohippusa, karłowatego konika uważanego za praprzodka dzisiejszych wierzchowców, przekaz wydaje się jasny. Zmiana jest bardzo blisko, okno jest otwarte na oścież, a drewniany biały konik niebawem ruszy śladem dzikiego rumaka.

Postać umieszczona w arktycznym krajobrazie przypomina figurę Pustelnika z karty tarota. Ernst nosi tu pierzasty płaszcz przypominający jego słynne przebranie - strój ptaka Loplopa. Na obrazie jest też alter ego Leonory. I to nawet podwójne. Zamarznięty koń w oddali może sygnalizować, że kochankowie zostali rozdzieleni. Możliwe, że Leonora malowała ten obraz w czasie, kiedy Max był internowany. Koń zamknięty w błękitnej magicznej lampie pełni być może rolę przewodnika wskazującego Maxowi drogę powrotu. Kolory wybrane przez artystkę mogą sugerować alchemiczny proces oczyszczenia: do życia wraca najpierw błękitna królowa, a za nią król, tradycyjnie ubrany w czerwień.

„Często chodziłam do zoo, kiedy byłam debiutantką. Tak często, że lepiej znałam zwierzęta niż moje rówieśniczki. […] Najlepiej poznałam młodą hienę. Ona też mnie poznała. Była bardzo inteligentna. Nauczyłam ją francuskiego, a ona w zamian nauczyła mnie swojego języka.”
Leonora Carrington, Debiutantka, przekł. Maryna Ochab, 1937-38
Bohaterka tego opowiadania tak bardzo nie chce iść na bal, że namawia zaprzyjaźnioną hienę, by poszła tam za nią. Przebiera dzikie zwierzę w balową suknię i wyprawia na raut, a sama czyta w spokoju Podróże Guliwera. Nie wiem jak Wy, ale miewam w życiu okazje, na które chętnie wysłałabym w moim zastępstwie życzliwą hienę.

Leonora lubi hieny z kilku powodów. Po pierwsze, nie poddają się udomowieniu. Po drugie, grzebią w śmieciach - tak jak Leonora zajmująca się sztuką, czego nie aprobują jej rodzice. Po trzecie, hiena symbolizuje dzikość wdzierającą się do uporządkowanego świata.

Na wielu obrazach Leonory są kruki. A my jako odbiorcy jej obrazów, możemy w zasadzie zrobić z tym, co chcemy. W mitologii celtyckiej symbolizują pogrzeb i zwiastują nieszczęście. W kulturach europejskich łączą się ze śmiercią i wojną. W mitologii nordyckiej kruki o imionach Myśl i Pamięć siedzą na ramionach Odyna. Kruk jest też pierwszym ptakiem wymienionym w Księdze Rodzaju.

Mamy tu dom - a właściwie chyba kilka domów, zamieszkałych przez duchy. Oraz tę dziwną kobietę w czerwieni, o włosach targanych przeciągiem, która unosi do ust łyżkę. Najbardziej zachwycają mnie zgromadzone wokół niej zwierzęta. Obserwują kobietę z podobną intensywnością, z jaką mój pies Florian patrzy na mnie, kiedy cokolwiek spożywam. A ten rytualny posiłek przybliża nas do kolejnego ważnego dla Leonory tematu, czyli gotowania.

Kuchnia
Obrazy Carrington nie są namalowane, lecz są produktem destylacji, tak to ujął Edward James, kolekcjoner sztuki i mecenas surrealistów. Leonora miesza idee, kultury, mitologie. Nigdy nie objaśnia swoich obrazów. Jest wegetarianką, ubiera się prosto, żyje skromnie. Chodzi na kulinarne zakupy na targ Sonora, gdzie można kupić składniki do leczniczych mikstur i magicznych eliksirów.
Leonora lubi gotować, wymyśla przedziwne potrawy, a gościom, za którymi nie przepada, serwuje dania z ich własnymi włosami, obciętymi podczas snu.
” Olbrzymi stół uginał się pod ciężarem półmisków z dziczyzną, ciast i flaszek wina. Święty usiadł na honorowym miejscu i poprosił Pana Boga, żeby mu pozwolił jeść. Pan Bóg nie odpowiedział, więc wszyscy usiedli do stołu i zabrali się do jedzenie z wielkim apetytem.”
Leonora Carrington, Kiedy przechodzili, przekł. Maryna Ochab, 1937-1940
Kuchnia nie jest narzędziem patriarchalnego zniewolenia kobiet. Wprost przeciwnie: to przestrzeń, w której kobiety odzyskują moc. W kuchni można ugotować nie tylko niedzielny obiad, ale także magiczny eliksir. Piec staje się wiecznym ogniem, stoły - ołtarzami, pokarmy - daninami dla bogów. Gotowanie zmienia się w alchemię, a kobieta w tym procesie nie jest kucharką, lecz wiedźmą.

Siedzą w pustej przestrzeni przy kamiennym stole, na którym leżą pokarmy. Ziemniaki przywodzą na myśl Irlandię, ryba jest tradycyjnym chrześcijańskim symbolem. Czerwona jagoda to być może ziarno granatu ( jadła je w piekle Persefona). Wszystkie postaci połączone są promieniami księżyca, przypominającego jako żywo gomołę sera. Którą w dodatku nadgryza kruk.

Kompozycja utrzymana w soczystej czerwieni, która jest kolorem przemiany. A gdzie szukać przemian, jak nie w kuchni? W rytuale uczestniczą celtycka bogini pod postacią wielkiej białej gęsi, rogata czarownica z miotłą oraz pięć zamaskowanych postaci. Na podłodze wyrysowany jest krąg z napisami po gaelicku. Na środku kuchni znajduje się okrągły stół, przypominający tradyjną meksykańską patelnię comal.

Kontemplowanie tego, co Leonora umieszcza na stołach, jest zajęciem fascynującym. Zwróćcie na przykład uwagę na kapustę. Kapusta jest magiczna: dla Leonory nie jest bynajmniej składnikiem bigosu lub sałatki kolesław, lecz alchemiczną Błękitną Różą, pokarmem bogów.

Zamiast gotowania są tutaj składniki potraw. Granat, kapusta, kukurydza, karczochy, bakłażany i jajka. Na sole widać karafkę z winem i kopczyk zboża, mogące oznaczać Eucharystię. Rozcięty granat symbolizuje daninę dla podziemnego świata.

Wokół stołu zebrało się dość niezwykłe towarzystwo. Elegancko ubrany wąsaty pan z czarną boginią, z której brzucha wyrasta bujny kwiat. Po obu stronach mają totemiczne zielone rośliny. Naprzeciwko - para ubogo odzianych staruszków. Po dwóch przeciwległych kątach stołu siedzą przypominające duchy dwie starsze panie: jedna z pieskiem, druga z teatralną lornetką. Bankiet obserwują z oddali duchy zwierząt, które wyszły z lasu. Zwróćcie uwagę, że na stole nie ma mięsa.

Na stole stoi śliczny fioletowy imbryk, co sugerowałoby być może angielski rytuał tea time. Siedząca przy stole pani karmi stół o ptasiej głowie zieloną pastylką. Pani siedzi na dość niezwykłym stołeczku w kształcie ptaka. Meblo-zwierzaki to jeden z ulubionych surrealistycznych tematów - Victor Brauner wymyślił stół w kształcie wściekłego lisa, a Meret Oppenheim okleiła futerkiem filiżankę do herbaty.

W posłowiu do Siódmego konia przeczytałam, że zbliżająca się do osiemdziesiątki Leonora przestała gotować i została bywalczynią taniej jadłodajni. „[…] bo - jak przyznała po ponad pół wieku rozwijania kulinarnych fantazji - osoby gotujące są wykorzystywane przez rodziny.” (Siódmy koń, posłowie Agnieszki Taborskiej).
Do obejrzenia
Wystawa Leonora Carrington, Musée du Luxembourg, Paryż. Czynna do19 lipca 2026. 126 prac artystki zgromadzone pod jednym dachem. Jeśli wybieracie się do Paryża, zajrzyjcie koniecznie.
Do poczytania
Leonora Carrington, Siódmy koń. Opowiadania zebrane, przekł. Maryna Ochab i Michał Kłobukowski, Wyd. Filtry. Zbiór opowiadań napisanych od lat 30-tych do lat 70-tych. Parodia, surrealizm, czysta przyjemność.
Leonora Carrington, Trąbka do słuchania, przekł. Maryna Ochab, Wyd. Literackie. Powieść, której bohaterką jest przygłucha staruszka lądująca wbrew własnej woli w bardzo dziwnym domu opieki.
Whitney Chadwick, Artystki i surrealizm, przekł. Anna Arno, Wyd. Smak Słowa. Historie życia nieco zapomnianych artystek surrealistek – i bardzo słusznie przypominanych przez autorki takie jak Whitney Chadwick. Rozdział poświęcony Leonorze skupia się na jej pobycie we Francji i Hiszpanii oraz jej przyjaźni z Leonor Fini.
Joanna Moorhead, Surrealistyczmne przestrzenie. Życie i sztuka Leonory Carrington, przekł. Agnieszka Nowak-Młynikowska, Wyd. Smak Słowa. Biografia Leonory napisana przez jej kuzynkę, niebanalna i osobista. Doskonała, jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o niezwykłej artystce i niezwykłej osobie.




Komentarze